Image Slider

Lisi tort na drugie urodziny bloga


To już dwa lata z blogiem! Chociaż zakładanie go z początku szło mi mozolnie, to właśnie równo 24 miesiące temu opublikowałam tu pierwszy przepis. Od tego czasu ewoluował mój gust kulinarny, odkryłam wiele nowych smaków i technik, zmienił się też styl i sposób robienia zdjęć, powiększył zbiór literatury poświęconej pieczeniu, a wszelkiego rodzaju sesyjne drobiazgi, deski i tym podobne, zaczęły mi wypełzać z szafy. Jedno pozostało bez zmian - nadal mam wielką chęć do powracania i dbania o to miejsce, które stało się moim azylem. Niezależnie od tego, co akurat się u mnie dzieje, zawsze chce mi się tu wracać. Moje założenia pozostają takie same, jak w dniu uruchomienia bloga. Chcę, żeby pojawiały się tutaj najlepsze domowe wypieki i desery, uwiecznione na jak najlepszych zdjęciach. Nie zapominam przy tym o Czytelniku, bo przecież interakcja jest istotą prowadzenia bloga :) Przygotowując przepis zawsze myślę o tym, żeby był zrozumiały i dokładny. Naprawdę, z moich doświadczeń wynika, że większość kuchennych porażek wynika z użycia niedokładnego przepisu lub z jego niezrozumienia! Może moje posty czasami stają się przydługie, ale to wszystko po to, żeby domowe pieczenie zawsze kończyło się sukcesem, a nie frustracją i zmarnowanymi składnikami (również u osób mniej doświadczonych). Nie pozostaje mi teraz nic innego, jak podziękować wszystkim odwiedzającym bloga, komentującym i piekącym z Lisią Kawiarenką. Sprawiacie, że nie marnuję wolnego czasu i od czasu do czasu czuję się nawet pożyteczna i potrzebna światu ;)

A teraz kilka słów o samym torcie, który przecież jest tutaj najważniejszy. Wiedziałam, że tort lis to konieczność, czekałam tylko na odpowiednią okazję, żeby go upiec. Już dawno zamówiłam odpowiednią tylkę, z myślą o zrobieniu futrzastej dekoracji. Podstawa tortu - czyli ciasto i nadzienie, są proste do zrobienia i bardzo stabilne. Nic nie wypływa, ani nie rozjeżdża się pod ciężarem pięterek, a całość pięknie daje się pokroić. Chciałam, żeby tort miał typowo jesienny charakter, dlatego zdecydowałam się na połączenie smaku dyni, cynamonu i toffi. Dynia zapewnia ciastu śliczny, żółty kolor i wilgoć, bardzo potrzebną zwłaszcza w wypiekach bez glutenu (a w takiej wersji tort ten upiekłam). Dopiero przy dekoracji potrzeba trochę więcej pracy i skupienia. Nie jest bardzo trudna do zrobienia, ale trzeba poznać parę zasad (tak, uczcie się na moich błędach!), żeby wykonać ją sprawnie. Tort z lisem mogę odhaczyć z czystym sumieniem z listy wyzwań i polecić Wam go do wypróbowania. Oczywiście, z przepisu można korzystać w dowolny sposób - upiec sam tort, bez "futerka", lub właśnie swój własny tort udekorować na sposób opisany poniżej... Wszystko zależy od Was ;)


Garść technicznych spraw:
  • do dekorowania użyłam tylki Wilton nr 233 (nie musi być dokładnie taka, rozetki też będą wyglądać ładnie) i robionych domowymi sposobami rękawów cukierniczych - czego nie polecam w przypadku tak dużej połaci przeznaczonej do zdobienia tym rodzajem końcówki; najlepiej oszczędzić sobie męki i od razu zainwestować w rękawy cukiernicze lub zdobyć gdzieś worki o zbliżonej wytrzymałości, inaczej bardzo możliwe, że worek będzie pękał w trakcie wyciskania masy, a tylka wystrzeli prosto w tort
  • masa maślana na bazie bezy szwajcarskiej stopniowo nagrzewa się od dłoni podczas wyciskania z rękawa i może w końcu stać się na tyle miękka, że nie będzie tworzyła ładnych wzorów; należy wtedy włożyć rękaw do lodówki, żeby ochłodzić masę, wówczas jej właściwości wrócą
  • tort przed dekorowaniem masą maślaną należy przygotować - wszystkie miejsca na których znaleźć się ma futerko, należy uprzednio wysmarować cienką warstwą masy maślanej; masa maślana nie chce się zbyt dobrze przyklejać do bitej śmietany
  • do ciasta potrzebne jest dyniowe puree, które najlepiej jest przyrządzić z dyni Hokkaido - jeśli nie wiesz jak je zrobić, tutaj znajdziesz dokładną instrukcję


Składniki (na tortownicę o śr. 24 cm):

Ciasto dyniowe:
  • 2 i 1/4 szklanki mąki pszennej (bezglutenowcy: 1 szkl. mąki gryczanej, 1 szkl. ryżowej, 1/4 szkl. skrobi ziemniaczanej)
  • 2 i 1/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3/4 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka imbiru
  • 1/2 łyżeczki sproszkowanej gałki muszkatołowej
  • 1/4 łyżeczki sproszkowanych goździków
  • 1 i 1/4 szklanki brązowego cukru
  • 5 dużych jajek
  • 3/4 szklanki oleju
  • 445 g puree z dyni
  • 1/2 szklanki mleka
  • dodatkowo do naponczowania: ok. 3/4 szklanki wystudzonej, mocnej herbaty

Przełożenie:
  • 700 ml śmietanki 36 %
  • 4 łyżki cukru pudru
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 510 g masy kajmakowej

Krem maślany na bezie szwajcarskiej:
  • 4 białka z jajek
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 200 g cukru
  • 275 g miękkiego masła

Do dekoracji:
  • barwniki: pomarańczowy lub żółty i czerwony do zmieszania
  • 4 łyżeczki kremu typu Nutella
  • tekturowe uszka i patyki do szaszłyków


Przygotować ciasto na blaty. Dwie tortownice o śr. 24 cm wyłożyć arkuszami papieru do pieczenia. W misce wymieszać dokładne suche składniki: mąkę, proszek do pieczenia, sodę, sól i wszystkie przyprawy korzenne. W misie miksera ubijać jajka z cukrem przez ok. 3 minuty. Stopniowo dolewać olej, cały czas miksując, następnie dodawać puree z dyni. W trzech turach wsypywać suche składniki na przemian z mlekiem, ciągle miksując. Mieszać tylko do momentu dokładnego połączenia składników. Ciasto przelać do tortownic, rozdzielając je równo na pół. Wyrównać wierzch i włożyć do piekarnika nagrzanego do temperatury 180 ºC. Piec przez 40 - 45 minut, zamieniając ich kolejność w piekarniku, żeby któreś blaty się nie przypaliły. Po tym czasie wyjąć i ostudzić przez 20 minut w formie, następnie można wyjąć z tortownic i wystudzić na kratce. Całkowicie zimne ciasto przekroić na 4 równe blaty (ewentualnie, jeśli ciasto ma lekką "górkę", można ją ściąć ostrym nożem).

Przygotować nadzienie. Śmietankę ubić na sztywno z cukrem pudrem i cynamonem. Puszkę z masą toffi otworzyć. Złożyć tort. Na paterze ułożyć pierwszy blat z ciasta, naponczować zimną herbatą, wyłożyć 1/3 masy kajmakowej, rozmarować, wyłożyć 1/3 śmietany i równo rozprowadzić. Powtórzyć czynności jeszcze dwa razy z kolejnymi blatami, całość przykrywając ostatnim, czwartym z kolei. Jego również naponczować herbatą. Tort wstawić do schłodzenia, na czas wykonania masy maślanej. Do miski wbić białka i wsypać cukier. Dobrać garnek, w której miska może pływać, częściowo zanurzona w wodzie. Garnek postawić na małym ogniu, a białka z cukrem mieszać widelcem lub trzepaczką. Należy doprowadzić do całkowitego rozpuszczenia cukru w białkach (można rozetrzeć w palcach, żeby sprawdzić, czy zostały jakieś grudki), najlepiej jak najmniej je podgrzewając. Miskę wyjąć z ciepłej wody i przy pomocy miksera zacząć ubijać białka. Miksować przez ok. 10 minut, po czym zacząć dodawać masło po kawałku, cały czas miksując. W masie mogą pojawić się podejrzanie wyglądające grudki - tak powinno być, w trakcie miksowania masa w końcu zacznie gwałtownie gęstnieć. Kiedy konsystencja stanie się kremowa, można przestać ubijać.

Rozpocząć dekorowanie tortu. Tort wyjąć z lodówki, a jego wierzch posmarować stosunkowo cienko białą masą maślaną. Odłożyć jeszcze ok. 1 łyżeczkę na później, a resztę masy zacząć barwić. Polecam robić to stopniowo - ja używałam barwników w proszku, które należało rozcieńczać w odrobince wody (dosłownie parę kropel). Po uzyskaniu odpowiedniego natężenia koloru, posmarować i wyrównać boki tortu rudą masą maślaną. Napełnić nią rękaw cukierniczy zakończony odpowiednią tylką i zacząć dekorowanie od pokrycia boków tortu. Następnie, przy pomocy wykałaczki można zaznaczyć na wierzchu tortu przebieg futerka z ominięciem białych łatek na bokach głowy. Pokryć rudym "futerkiem" odpowiednie rejony. W oddzielnym, malutkim rękawie cukierniczym z końcówką obciętą nożyczkami, umieścić odrobinę Nutelli i okrężnymi ruchami zrobić lisowi oczy i nosek. Na koniec nałożyć punktowo białą masę maślanę na Nutellę. Uszka z tektury podkleić od spodu do patyczków szaszłykowych i wbić na odpowiedniej wysokości. Tort przechowywać w lodówce. Przed podaniem wyjąć na 20-30 minut do ocieplenia, wówczas masa maślana będzie smaczniejsza.


Smacznego!







Źródło przepisu: ciasto dyniowe inspirowane przepisem z http://www.thebakerchick.com/
masa maślana na bezie szwajcarskiej z http://iadorecinnamon.blogspot.com/
dekoracja tortu podpatrzona na http://www.handmadecharlotte.com/

Tarta jagodowa


Już jestem, nieśmiało wracam do mojego własnego miejsca w sieci... Niespełna dwa tygodnie przerwy sprawiły, że muszę się tu na nowo zadomawiać ;) Tęskniłam już do pieczenia i publikowania. Mam nadzieję, że powrót na bloga pomoże mi stopniowo łapać równowagę. Tempo życia ostatnio nawet odrobinę mnie przerasta ale wolę nie narzekać, bo pomijając stres, dzieje się dobrze!
W ramach relaksu i uczczenia lata, wstawiam dzisiaj przepis na tartę jagodową (...a w moich stronach - borówkową ;). Historia jej powstania jest dosyć burzliwa i pełna zwrotów akcji - wystarczy, jak wspomnę, że w połowie pieczenia (oczywiście w godzinach późno-nocnych) odcięło mi prąd na dobre kilka godzin, więc tartę dekorowałam z czołówką na głowie, mroziłam, a całość dopiekałam dnia następnego. Mimo perturbacji i lekkiego wycieku soku z borówek przez pęknięty spód, wyszła pyszna! Tak naprawdę wszystko musi tu smakować dobrze - w końcu to kruche ciasto z mnóstwem owoców. Wiem, że sezon już się kończy i nie wszędzie można dostać świeże jagody, ale do tego ciasta można śmiało użyć również tych mrożonych (co sama zrobiłam). Myślę, że zdjęcia powiedzą więcej, niż jakikolwiek opis, a sama mogę tylko zachęcać do pieczenia :)


Składniki (na tartę o śr. 24 cm):

Ciasto:
  • 250 g mąki pszennej (bezglutenowcy: np.: 100 g mąki gryczanej, 80 g skrobi ziemniaczanej lub innej, 70 g mąki ryżowej i opcjonalnie 1 łyżeczka gumy guar, aby ciasto mniej się sypało)
  • 100 g mąki kukurydzianej
  • 3 łyżki cukru
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1 żółtko
  • 150 g zimnego masła
  • 4-6 łyżek lodowatej wody

Nadzienie:
  • 4 szklanki borówek
  • 90 g cukru
  • 35 g skrobi ziemniaczanej

Na glazurę:
  • 1 białko
  • 1 łyżka cukru

Przygotować ciasto. Mąki, cukier i sól dokładnie ze sobą wymieszać. Wbić żółtko, dodać posiekane masło i zacząć rozcierać palcami. Kiedy składniki zaczną przypominać kruszonkę, dodawać po trochę zimną wodę (tylko tyle, ile jest konieczne) szybko zagniatając, do uzyskania jednolitego ciasta. Uformować z niego dysk, owinąć folią i włożyć na godzinę do lodówki. Po tym czasie rozwałkować ok. 70 % ciasta (reszta potrzebna będzie na kratkę) i wyłożyć nim spód oraz boki formy, ponakłuwać widelcem. Formę schładzać przez 30 minut w lodówce. W tym czasie delikatnie wymieszać borówki z cukrem i przesianą skrobią ziemniaczaną. 

Spód ciasta włożyć do piekarnika nagrzanego do temperatury 190 ºC i zapiekać przez ok. 20 minut (do zarumienienia brzegów kruchego ciasta). W trakcie pieczenia rozwałkować już resztę ciasta i wycinać z niego paski. Spód wyjąć z piekarnika, wysypać na niego nadzienie owocowe. Na wierzchu ułożyć kratkę z ciasta, posmarować ją białkiem, posypać cukrem.  Całość ponownie włożyć do piekarnika na 50-60 minut. Wyjąć i całkowicie ostudzić na blacie. Włożyć na kilka godzin do lodówki. Podawać po stężeniu, z dodatkiem lodów.


Smacznego!





Ciasto migdałowo-pomarańczowe bez mąki


Uwielbiam to, jak blog pcha mnie do odkrywania nowych przepisów, poszukiwania coraz nowszych i lepszych ich źródeł. Od pewnego czasu usilnie staram się ograniczyć ilość nabywanych przeze mnie książek o pieczeniu - na nieszczęście (dla mojej ograniczonej przestrzeni w pokoju), wszystkie dotychczasowe mi się podobają i każda z nich wprowadza coś do mojej kuchni. Innymi słowy - gdyby nie czysto praktyczne względy, mogłabym je kolekcjonować bez końca. Bywając co jakiś czas w Katowicach, na półce z zagranicznymi wydawnictwami, ciągle natykałam się na pewną książkę. Grubą, o niewielkiej ilości zdjęć w relacji do pokaźnego zbioru przepisów - co od razu zaczęło wzbudzać podejrzliwość. Lekko obitą, zarysowaną, z wielką, czerwoną nalepką, świadczącą o przecenie. Oglądałam ją trzy razy, podczas trzech oddzielnych wizyt na Śląsku i dopiero podczas ostatniej moja silna wola odpuściła i poszłam z nią do kasy. Tak dla świętego spokoju, żeby nie zaprzątała moich myśli. Nie wiem, czy nasze potrójne spotkanie to było przeznaczenie, ale wiem już, że warto było zabrać ją do domu, choćby dla przepisu widocznego poniżej ;) Nie zraża mnie już nawet brak zdjęć, wróciła ta magia towarzysząca np. pieczeniu sufletów ze starego wydania "Kuchni Polskiej". Do ostatniej chwili nie wiadomo było, jak to cudo będzie wyglądać, ale przepisy były tak dobre, że się im po prostu ufało. Autorka "National Trust Simply Baking" - Sybil Kapoor kupiła moje zaufanie przepisem na ciasto migdałowo-pomarańczowe. Czas najwyższy, żeby to na nim się skupić...;)


Ciasto jest całkowicie w moim guście. Ma niesamowity, cytrusowy aromat, a w smaku czuć też poza nimi szlachetne migdały. Jeśli mam w jakimś cieście utopić ich całą paczkę - dzisiaj, bez wahania wybieram to ;) Oczywiście, nie twierdzę, że ciasto posmakuje każdemu. Ma niestandardową konsystencję, którą trzeba lubić. Jest dość zwarte i bardzo, bardzo wilgotne. Ciasto jest też "naturalnie" bezglutenowe, bo nie ma w nim żadnej mąki! Jak zwykle, należy jedynie pamiętać o wyborze bezglutenowego proszku do pieczenia. Już sobie wyobrażam, jak cudownie musi smakować kawałek takiego wypieku w jesienny lub zimowy wieczór...





Składniki (na tortownicę o śr. 24 cm):


  • 2 niewoskowane pomarańcze (ok. 400 g)
  • 1 organiczna cytryna
  • 6 średnich jajek
  • 225 g cukru
  • 225 g mielonych migdałów
  • 4 łyżeczki proszku do pieczenia

Pomarańcze i cytrynę umieścić w głębokiej patelni lub garnku. Zalać zimną wodą, aż do całkowitego pokrycia owoców. Postawić na palniku i doprowadzić do zagotowania. Zdjąć z ognia i pozostawić owoce w wodzie na kolejne 2 h, po czym wyjąć i pozostawić do całkowitego wystudzenia. Przekroić owoce i wyjąć z nich pestki. Zmiksować przy pomocy blendera na gładką papkę.

Boki tortownicy lekko natłuścić, sam spód wyłożyć papierem do pieczenia. W dużej misce zmiksować całe jajka z cukrem do uzyskania jasnej piany. W oddzielnej misce wymieszać migdały z proszkiem do pieczenia. Dodać ostudzone, zmiksowane cytrusy i dokładnie wymieszać. Dodać kilka łyżek ubitych jajek i wmieszać, żeby nieco rozluźnić strukturę, następnie wlać resztę piany z jajek i delikatnie połączyć z resztą składników, mieszając łyżką.

Od razu przelać do formy i piec w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 ºC, przez ok. 30 minut. Po tym czasie, jeśli wierzch ciasta zbyt szybko ciemnieje, nakryć folią aluminiową. Piec kolejne 45-60 minut (w zależności od średnicy tortownicy - ja piekłam 50 minut, tortownica o śr. 22 cm wymaga do 60 minut). Po 45 minutach można sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest gotowe - po wbiciu w środek ciasta powinien wychodzić czysty, bez płynnego ciasta. Po upieczeniu, ciasto wyjąć z piekarnika i pozostawić do wystudzenia przed zdjęciem obręczy z tortownicy. Ciasto bardzo długo zachowuje świeżość.


Smacznego!



Źródło przepisu: "National Trust Simply Baking", Sybil Kapoor

Kakaowe babeczki z bitą śmietaną


Już jakiś czas temu chwaliłam się na Instagramie nowymi tylkami Wiltona, które nabyłam w drodze niekończących się przemyśleń i poszukiwań w sieci. Poważnie, jestem typem, który nie może mieć za dużo do wyboru, bo tygodniami nie będzie mógł się zdecydować, szukając wszystkich możliwych "za" i "przeciw". Kiedy więc w końcu do mnie dotarły, miałam już miliony pomysłów na ich wykorzystanie. Tyle że lato w tym roku było dla mnie tak gorące, że skończyło się tylko na planach. No, może niezupełnie - bo jeszcze zdarzyło mi się zrobić takie babeczki. W końcu upał nie zwalnia mnie od zapewnienia słodkiego bufetu na urodziny brata. Temperatura (i mój brak wprawy) sprawiły, że babeczki może nie były najpiękniejsze, w szalonym tempie musiałam je chować do lodówki, żeby całkowicie nie spłynęły, ale za to ich smak rekompensował wszystko! To chyba najlepsze kakaowe babeczki/muffiny jakie piekłam, są tak intensywne w smaku, że można je nazwać wręcz czekoladowymi. W strukturze bardzo delikatne i puszyste. Co najważniejsze - smakowały dzieciom, nawet tym, które zadeklarowały, że nie lubią bitej śmietany! Jak widać, sposób podania i kawał dobrej, kakaowej babeczki potrafią zmiękczyć zatwardziałe gusta ;)

Edit: dołączam wypróbowaną przeze mnie proporcję mąk dla wersji bezglutenowej. Babeczki smakują łudząco podobnie do pszennych, są równie puszyste i wilgotne. Jeden z lepszych przepisów na muffinkowe ciasto bez glutenu! :)


Składniki (na ok. 15 sztuk średnich babeczek):

Ciasto:
  • 1 szklanka wody (240 ml)
  • 1/2 szklanki gorzkiego kakao (42 g)
  • 1 i 1/3 szklanki mąki pszennej (167 g) (bezglutenowcy: 70 g skrobi ziemniaczanej - lub innej skrobi, 70 g mąki kukurydzianej, 40 g mąki ryżowej)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 115 g masła, miękkiego
  • 1 szklanka cukru (200 g)
  • 2 duże jajka
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

Do dekoracji:
  • ok. 300 ml śmietany 30% (może być też 36% - będzie sztywniejsza)
  • czekoladowe draże

Wodę z kakao wymieszać i zagotować w garnuszku, tak, aby nie było żadnych grudek. Odstawić do wystudzenia. W innej misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia i sól, odłożyć na bok.

W misie miksera ubić na puszystą masę masło z cukrem. Dodawać po jednym jajku, za każdym razem dokładnie miksując. Wlać ekstrakt waniliowy. Wsypać mieszankę suchych składników i krótko zmiksować, tylko do połączenia się wszystkich składników. Na koniec cienkim strumieniem wlewać ostudzone kakao, mieszając łyżką, aż do uzyskania gładkiego ciasta. 

Przygotować formę na muffiny i włożyć do niej jednorazowe papilotki. Nalewać ciasto do 3/4 wysokości każdej z nich. Piec je w temperaturze 180 ºC, przez ok. 16-19 minut (ja używałam termoobiegu; wersję pszenną jak i bezglutenową piekłam 16 minut). Najlepiej użyć patyczka do sprawdzenia, czy ciasto już się dopiekło. Najlepiej jest piec jak najkrócej, jak to jest możliwe - wówczas muffiny są bardziej wilgotne. Wyjąć z piekarnika i całkowicie wystudzić. W tym czasie muffiny lekko opadną, to normalne.

Śmietanę ubić na sztywno. Przełożyć do worka cukierniczego, zakończonego tylką do dekorowania i wyciskać ozdobne spirale na powierzchni babeczek. Worek trzyma się pionowo do powierzchni ciastka i zaczyna się wyciskać zaczynając od jego środka, kierując się ku brzegom, żeby zapełnić całą powierzchnię kremem. Następnie nabudowuje się wystającą "wieżyczkę", zataczając okręgi ku środkowi. Na koniec na babeczkach poukładać czekoladowe groszki. Przechowywać je w lodówce.


Smacznego!



Źródło przepisu na babeczki kakaowe: http://sallysbakingaddiction.com

Biszkopt otrębowy z owocami


W zalewie wszelkiego rodzaju "superfood" sprzedawanych w eko sklepach, warto zainteresować się naszymi rodzimymi produktami, o nieprzeciętnych właściwościach odżywczych. Czasami może się okazać, że niepotrzebnie szukamy daleko tego, co mamy pod ręką, tylko w trochę innej formie ;) Jednym z ciekawych, polskich produktów, zawierających skondensowane substancje odżywcze są zarodki pszenne. Co istotne - ich spożywanie nie będzie katorgą, bo są naprawdę baardzo dobre. Gdyby nie moja dieta (oscylująca wokół bezglutenowości), jadłabym je bez przerwy. Już dawno temu piekłam ciasto z ich dodatkiem - z resztą przepis do tej pory drukowany jest na opakowaniach. Ostatnio postanowiłam do niego wrócić, ale zamiast mąki pszennej użyłam mieszanki mąk bezglutenowych. Niestety, nie oznacza to, że ciasto jest 100% bezglutenowe - zarodki niestety takiego certyfikatu nie posiadają. Z przepisu mogą więc skorzystać fani pieczenia w zdrowszym wydaniu czy osoby takie jak ja, po prostu unikające glutenu, a nie będące na ścisłej diecie. Łatwo zauważyć, że w przepisie nie ma tłuszczu, bez problemu można też podmienić mąkę pszenną na jakąś zdrowszą alternatywę - można nawet zamiast jej części dodać zmiksowane w młynku do kawy otręby. Ciasto mocno polecam, bo to jedno z tych, które prawie "same się robią", a na wierzch można wrzucić ulubione owoce :)




Składniki (na formę o śr. 24 cm):

  • 4 jajka
  • 1 szklanka cukru (ja daję 3/4 szkl. cukru brązowego)
  • 1 szklanka mąki pszennej (bezglutenowcy np.: 1/2 szkl. mąki gryczanej, 1/4 szkl. mąki kukurydzianej i 1/4 szkl. skrobi ziemniaczanej)
  • 1 szklanka zarodków pszennych (zamiast np. 1/4 szkl. zarodków można dać ulubione płatki lub otręby, ja dodaję gryczane)
  • 1 czubata łyżeczka proszku do pieczenia
  • ok. 0,5 kg śliwek (w wyborze owoców pełna dowolność, lepiej jednak, żeby nie puszczały dużo soku)

Owoce umyć i odłożyć do wyschnięcia, jeśli trzeba, usunąć pestki. Mąkę wymieszać z zarodkami i proszkiem do pieczenia, odstawić na bok. Oddzielić żółtka od białek. Białka umieścić w misie i ubić prawie na sztywno, następnie stopniowo, po łyżce dodawać cukier, nieustannie miksując. Kiedy cukier się rozpuści, a piana będzie sztywna i lśniąca, dodawać po jednym żółtku, za każdym razem chwilę miksując do połączenia. Na koniec dodawać do ubitych jajek suche składniki i delikatnie wmieszać je łyżką, żeby masa nie straciła puszystości. Przełożyć ją do tortownicy wyłożonej papierem do pieczenia. Na wierzchu ułożyć owoce (jeśli są to np. śliwki, to nacięciami do góry). Piec w temperaturze 170 ºC, przez ok. 35-40 minut. Już wcześniej można sprawdzić patyczkiem, czy ciasto jest dopieczone, najlepiej wyjąć je z pieca jak najwcześniej, żeby się jak najmniej wysuszyło. Wystudzić i podawać.


Smacznego!




Źródło przepisu (z moimi modyfikacjami): opakowanie zarodków pszennych firmy Sante

Jagodzianki z lukrem cytrynowym


Przyznaję, że nie jestem ekspertem od jagodzianek. Kiedy na niektórych blogach doliczam się 4-5 przepisów na ten rodzaj drożdżówki, zaczynam wątpić czy w ogóle powinnam zabierać głos w dyskusji. Ba, w moim regionie nie mówi się nawet "jagody", a "borówki" (tyle, że hasło "borówczanki" brzmiałoby dziwnie i chyba dlatego ta nazwa nie funkcjonuje ;). Mimo wszystko, te wszędobylskie przepisy na jagodzianki i niesamowity w tym roku leśny urodzaj, przymusiły mnie do spróbowania swoich sił. Nie żałuję (...a może powinnam?) - w ciągu 4 dni piekłam je trzy razy! Przepis już znam na pamięć i jestem gotowa uwierzyć innym blogerom, że to jedne z najlepszych jagodzianek, jakie wymyślono. Mogę tylko od siebie dodać, że jeśli nie macie w lodówce mascarpone (tak jak ja, kiedy brałam się za jagodzianki), możecie użyć dobrego, gęstego, mielonego sera jak na sernik. Im tłustszy, tym lepszy! Drożdżówki wychodzą wspaniale puszyste i bardzo mięciutkie, długo zachowują też świeżość. I choć ciasto jest dość rzadkie i z początku nieprzyjemne w wyrabianiu, wyrasta bardzo szybko. Moim zdaniem warto poświęcić swój czas dla takich efektów, w końcu która piekarnia nakłada tyyle owoców do jagodzianek? ;)


Składniki (na 12 jagodzianek):

Ciasto:
  • 550 g mąki pszennej
  • 25 g świeżych drożdży (lub 7 g suszonych)
  • 250 ml mleka
  • 100 g masła
  • 2 duże łyżki mascarpone (50-70 g, można zastąpić tłustym, gładkim serem)
  • 2 jajka
  • 7 łyżek cukru
  • 1 szczypta soli

Nadzienie:
  • ok. 1 l jagód (12 łyżek)
  • 2-3 łyżki cukru pudru

Lukier cytrynowy:
  • 2-3 łyżki soku świeżo wyciśniętego z cytryny
  • ok. 1 szklanki cukru pudru


Jeśli korzystamy z drożdży świeżych, najpierw należy przygotować rozczyn. Drożdże wkruszyć do miski, następnie dosypać 1 łyżkę cukru i rozetrzeć, dodać 2 łyżki mąki i 5 łyżek mleka (najlepiej w temperaturze pokojowej lub lekko ciepłego) i dokładnie wymieszać. Wszystkie te składniki wziąć z listy składników na ciasto. Nakryć ściereczką, odstawić w ciepłe miejsce na ok. 20 minut do wyrośnięcia.

W czasie wyrastania rozczynu, w garnuszku umieścić mleko, masło i mascarpone. Rozpuścić na małym ogniu, mieszając. Następnie przestudzić (inaczej mieszanka sparzy drożdże i ciasto nie urośnie). Dodać jajka i wymieszać widelcem.

W misie wymieszać mąkę z solą. Dodać wyrośnięty rozczyn (jeśli używamy drożdży suszonych - wsypać je w tym momencie). Stopniowo dolewając mieszankę płynnych składników, zagniatać ciasto ręcznie lub przy pomocy robota kuchennego. Wyrabianie ciasta powinno trwać minimum 5 minut. Kiedy przestanie się tak mocno lepić do dłoni/haka, oznacza to, że już jest gotowe. Najlepiej nie dodawać więcej mąki niż w przepisie - ciasto będzie dzięki temu bardzo delikatne. Ciasto przełożyć do miski i nakryć ściereczką. Pozostawić w ciepłym miejscu, do podwojenia objętości. Wystarczy ok. 45 minut. W trakcie wyrastania można przygotować nadzienie - borówki wymieszać z cukrem.

Po tym czasie ciasto ponownie szybko zagnieść. Żeby uzyskać jagodzianki tych samych rozmiarów, można na tym etapie zważyć ciasto i ustalić ile powinna ważyć porcja ciasta na jedną drożdżówkę (z mojej praktyki, ok. 95 g). Odrywać pojedyncze porcje ciasta, formować z nich mały okrągły, lub podłużny placek, nakładać na środek łyżkę borówek i sklejać brzegi bardzo mocno dociskając. Drożdżówki kłaść sklejeniem do dołu. Na jednej standardowej blasze zmieści się sześć sztuk. Pozostawić do drugiego wyrośnięcia, pod przykryciem na ok. 20 minut. Piec w temperaturze 200 ºC przez 15-20 minut (powinny mieć rumiane brzegi). Po wyjęciu z piekarnika, studzić je na kratce.

W trakcie stygnięcia, zmiksować cukier puder z sokiem cytrynowym na lukier. Regulować jego gęstość wedle uznania. Gęstym lukrem można lukrować jeszcze ciepłe jagodzianki.


Smacznego!




Źródło przepisu (z moimi małymi modyfikacjami): http://gotowaniecieszy.blox.pl/

Sernik czekoladowo-kawowy


Wyjątkowo bogaty w smaki sernik, dla miłośników połączenia kawy z czekoladą. Bardzo syty i elegancki. Od początku muszę jednak zaapelować - do pieczenia serników (zwłaszcza tak wymyślnych jak ten), zaopatrujcie się w prawdziwy twaróg lub najlepszej jakości ser wiaderkowy, Ja mam swoje dwie sprawdzone marki. Niech nie będzie to tajemnicą - do moich ulubieńców należą "Twaróg sernikowy Hej!" (OSM Radomsko) oraz słynny już "Mój ulubiony" (Wieluń). Mile widziane wszelkie sugestie i polecenia w temacie twarogów wiaderkowych, ponieważ nie zawsze udaje mi się kupić któryś z wymienionych. Niestety, w przypadku poniższego sernika, zmuszona byłam piec z nieznanego mi wcześniej twarogu i wiem, że przez niego deser bardzo wiele stracił na smaku i konsystencji. W końcu sernik to przede wszystkim dobry ser! Przepis jednak wstawiam, bo po prostu wiem, że z dobrym serem to będzie TO. W przyszłości (pewnie jak zrobi się zimniej i chętniej będę piła gorące kakao niż lemoniadę miętową), upiekę ten sernik z dobrego twarogu, tak, jak należy. Jestem przekonana, że i Wam posmakuje!


Składniki (na tortownicę o śr. 24 cm):

Spód:
  • 170 g pokruszonych ciastek Oreo (bezglutenowcy mogą użyć bezglutenowego odpowiednika/innych kruchych ciastek bg lub zupełnie zrezygnować ze spodu)
  • 45 g roztopionego masła

Masa:
  • 2 łyżki + 1 i 1/2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 1 łyżka gorącej wody
  • 1/4 łyżeczki cynamonu
  • 900 g twarogu trzykrotnie mielonego lub sera wiaderkowego dobrej jakości
  • 1 i 1/2 szklanki cukru (300 g - ja dałam 175 g)
  • 1/4 szklanki mąki pszennej (32 g) (bezglutenowcy: tyle samo skrobi ziemniaczanej)
  • 4 jajka, roztrzepane
  • 340 g czekolady gorzkiej/deserowej

Polewa:
  • 85 g czekolady gorzkiej/deserowej
  • 3 łyżki masła


Najpierw przygotować spód. Wymieszać pokruszone ciastka z płynnym masłem. Wyłożyć na spód tortownicy i docisnąć, rozprowadzając równomiernie. W szklance wymieszać kawę rozpuszczalną z wodą i cynamonem. W misie miksera zmiksować ser, cukier i mąkę na gładko. Dodać jajka, jedno po drugim, miksując tylko do połączenia.

Masę serową podzielić na pół. Czekoladę rozpuścić w garnuszku na małym ogniu, cały czas mieszając i wmieszać do pierwszej części masy. Przelać do tortownicy i wyrównać. Resztę sera wymieszać z płynną kawą z cynamonem. Delikatnie przelać do tortownicy (wówczas warstwy się nie zmieszają) i ponownie wyrównać.

Zagotować większą ilość wody. Wrzątek przelać do dużej formy metalowej bądź żaroodpornej i włożyć na najniższe piętro piekarnika, rozgrzanego do temperatury 165 ºC. Na środku piekarnika umieścić kratkę, a na niej formę z sernikiem (dzięki temu, para wodna swobodnie będzie się przedostawać do góry). W innym wariancie można wykonać klasyczną kąpiel wodną (tak jak opisywałam np. tutaj), ale nie jest to konieczne. Piec przez ok. 60-65 minut. Po tym czasie potrząsnąć lekko formą - jeśli sernik ma sztywne brzegi, a środek delikatnie się trzęsie, jest już gotowy. Wyjąć z piekarnika i studzić 10 minut. Okroić nożem boki ciasta wzdłuż formy. Pozostawić do studzenia jeszcze na godzinę i włożyć do lodówki, najlepiej na noc.


Smacznego!




Źródło przepisu (zmodyfikowanego przeze mnie): http://www.tasteofhome.com/