Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny i babeczki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muffiny i babeczki. Pokaż wszystkie posty

Muffinki jabłkowe z malinami - pszenne lub bezglutenowe

Muffiny bezglutenowe z jabłkami

Pochwała prostoty. Muffinki ze składników, które już macie w kuchni, względnie - będziecie mieć w sklepiku za rogiem ;) A przy tym ukłon w stronę muffinkowej tradycji, bo zgodnie ze sztuką, przygotować należy dwie miski (na suche i mokre składniki). Poza tym nie potrzebujecie już wiele więcej niż rozgrzanego piekarnika i kilku minut zapału do pieczenia.
Chociaż tak jak zwykle, muffinki najlepiej smakowały na ciepło, na noc nakryłam je lnianymi ściereczkami i następnego dnia były nadal bardzo dobre. Zdjęcia bez kombinacji, ot, kilka pstryknięć o (za) wczesnej (dla mnie) porze, przed wybiegnięciem na metro, żeby złapać trochę światła i móc się podzielić prostym wypiekiem. Oryginalnie przepis był pszenny, dlatego podaję wersję zwykłą i bezglutenową.



Składniki (na ok. 15 niedużych muffinek):

Składniki "mokre":
  • 115 g rozpuszczonego masła
  • 100 g cukru
  • 150 ml kefiru (w oryginale było mleko, jogurt też będzie ok)
  • 2 średniej wielkości jajka, roztrzepane
  • 1 średniej wielkości jabłko (użyłam 230 g twardego jabłka)

Składniki "suche":
  • 250 g mąki pszennej (bezglutenowcy: 100 g mąki kukurydzianej, 75 g mąki gryczanej, 75 g mąki z brązowego ryżu)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 85 g malin (w oryginale borówki)


Formę do muffinów wyłożyć papilotkami, piekarnik nastawić na temperaturę 170 ºC. Rozpuszczone, lekko przestudzone masło roztrzepać z cukrem, kefirem i jajkami. Na koniec wmieszać starte na grubych oczkach jabłko.

W oddzielnym naczyniu wymieszać wszystkie składniki "suche", poza malinami. Suchą mieszankę przesiać do misy z mokrymi składnikami, dodać maliny i wszystko delikatnie wymieszać łyżką (krótko, tylko do momentu aż składniki się połączą). 

Ciasto przekładać łyżką do papilotek, do ich 3/4 wysokości. Piec przez ok. 25 minut w temperaturze 170 ºC. Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić suchym patyczkiem, czy ciasto wewnątrz muffinki się dopiekło. Wyjąć i studzić na kratce. Najlepiej smakują zaraz po upieczeniu, ale zachowują wilgoć do dwóch dni po upieczeniu, jeśli trzyma się je pod przykryciem.




Smacznego!

Proste muffiny jabłkowe bez glutenu

Muffiny jabłkowe z malinami

Szybkie muffiny jabłkowe

Czekoladowe muffiny z mąki z ciecierzycy

Czekoladowe muffiny na mące z ciecierzycy

W czasach szkolnych uwielbiałam piec muffiny. Wypróbowałam dziesiątki przepisów, to był ulubiony, łatwy wypiek, który zawsze się udawał, niezawodnie odprężał i poprawiał mi humor. Po lekcjach, szczególnie kiedy miałam dużo nauki, piekłam dla odpoczynku blachę jogurtowych muffinek, nadziewanych dżemem, lub, kiedy robiło się już chłodno - kakaowych, czy piernikowych z kawałeczkami czekolady. Najpierw szybka rundka przy piekarniku, później nauka do późna. A na śniadanie, na pocieszenie (bo nigdy nie byłam typem skowronka - i z tego raczej nie wyrosnę), muffinki maczane w mleku. Ostatnio przypomniałam sobie o tym moim dawnym rytuale i postanowiłam upiec coś prostego, na szybko. Być może nie wykwintnego, ale za to na wyciągnięcie ręki i intuicyjnego w pieczeniu.
Skoro już od dawna w szufladzie stoi kilogram mąki z ciecierzycy, padło na muffiny cieciorkowe. Czekoladowe, bo raz, że jesienna pogoda jaka jest, każdy widzi; a dwa - moim zdaniem w słodkich wypiekach cieciorka potrzebuje zdecydowanych dodatków smakowych. Inaczej osobiście wyczuwam jej grochową obecność :) Surowe ciasto z jej dodatkiem zawsze ma dla mnie ostry, nieprzyjemny zapach, na szczęście muffiny po upieczeniu i ostygnięciu wytracają ten aromat, a kiedy nie wie się o obecności ciecierzycy, to można by nawet pomyśleć, że jest w nich coś orzechowego! Standardowo, muffiny (zarówno pszenne, jak i bezglutenowe) najlepiej smakują zaraz po upieczeniu i tak jest też z tymi, chociaż dobrze zachowują świeżość do 2-3 dni po upieczeniu, jeśli trzyma się je pod przykryciem. Konsystencja ciasta jest bardzo unikalna, muffiny się lekko kruszą, ale nie są przesuszone, mają też lekko chrupiącą skórkę. Będą miłym dodatkiem do pudełka śniadaniowego, chociaż najbardziej polecam je niedługo po wyjęciu z piekarnika lub po lekkim podgrzaniu. Zyskują wówczas więcej wilgoci, a kawałki czekolady w cieście lekko się przytapiają.



Składniki (na ok. 8 muffin):

  • 100 g mąki z ciecierzycy
  • 60 g skrobi ziemniaczanej (lub dowolnej innej)
  • 2 łyżki kakao
  • 1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/3 łyżeczki sody
  • 1 jajko
  • 55 g cukru
  • 120 ml mleka (użyłam kokosowego, ale może być krowie lub inne roślinne)
  • 50 ml oleju
  • 50 g posiekanej czekolady (użyłam mlecznej)

W misce wymieszać suche składniki: dwa rodzaje mąki, kakao, proszek do pieczenia i sodę. W oddzielnym naczyniu roztrzepać jajko, dodać cukier, mleko oraz olej - i wymieszać do połączenia. Przesiać suche składniki do miski z mokrymi składnikami i wszystko wymieszać krótko łyżką, tylko do połączenia składników. Na koniec dodać posiekaną czekoladę i ponownie wymieszać (część można zostawić do posypania muffinek po wierzchu).

Ciasto przelać do silikonowych foremek, lub metalowej formy wyłożonej papilotkami na muffinki - do ok. 3/4 wysokości foremki, tak, aby ciasto miało jeszcze miejsce aby wyrosnąć. Posypać pozostałymi kawałkami czekolady i piec w temperaturze 180 C, przez ok. 20-25 mnut. Lekko ostudzić i podawać. Można przechowywać przez kilka dni, pod przykryciem lub w puszce.


Smacznego!

Proste czekoladowe muffiny bezglutenowe

Czekoladowe muffiny z mąką z ciecierzycy

Czekoladowe muffiny z mąką z ciecierzycy bez glutenu

Bezglutenowe ciasto marchewkowe z kremem twarożkowym

Najlepsze ciasto marchewkowe z twarożkiem

Czasem nawet z najprostszymi rzeczami mamy pod górę. Kiedy zaplanowałam z niemal tygodniowym wyprzedzeniem, że na weekend spędzony w domu rodzinnym wypróbuję nowy przepis na ciasto marchewkowe, nie przypuszczałam, że do ciasta zabraknie mi właśnie... marchewki.
Przepis przetłumaczyłam sobie ze szwedzkiego, spakowałam ulubioną formę do pieczenia, a kiedy zebrałam się na ostatnią chwilę, po ostatnie potrzebne składniki do jedynego, otwartego w nocy sklepu - okazało się, że półki świecą już pustkami. Przede mną przetoczyła się już największa fala kupujących przed 1 listopada i czystki nie ominęły nawet działu z warzywami. Nie mając zbyt wiele czasu na rozmyślania, zgarnęłam do koszyka dynię Hokkaido licząc po cichu, że da radę w tym przepisie. I w ten sposób zamiast marchewkowego, jest dyniowe - ale cokolwiek wybierzecie, wierzę, że ciasto wyjdzie cudowne. Miękkie, wilgotne, dosyć zbite i intensywne w smaku. Długo zachowuje świeżość i nawet, jeśli ktoś nie lubi rodzynek (tak jak, dla przykładu, ja), to w tym cieście pasują i "wtapiają" się w całość. To marchewkowe można śmiało podać nawet jako tort: wychodzi całkiem wysokie, daje się ładnie pokroić, a przede wszystkim jest bardzo syte i wystarczy na poczęstunek dla wielu osób. Podczas przygotowania surowego ciasta, ilość startej marchewki (lub dyni) może nieco przerazić, ale to dzięki dużej ilości warzyw ciasto jest później tak bardzo wilgotne i mięsiste. Należy dać mu się tylko porządnie dopiec, a na pewno się uda, przy czym, jeśli decydujemy się na dynię - zdecydowanie sugeruję użycie odmiany Hokkaido. Zawiera ona stosunkowo mało wody (istotne, jeśli nie chcemy mieć zakalca) i ma przepiękny, intensywnie żółty kolor. Ciasto marchewkowe zdecydowałam się przełożyć prostą, dwuskładnikową masą. Ponieważ nie mogłam też kupić dobrego, mielonego serka twarogowego, postanowiłam odcedzić na gazie jogurt bałkański. Dzięki temu po nocy otrzymałam gładki twarożek, który zmieszałam tylko z białą czekoladą i gotowe. To chyba najlepsze ciasto marchewkowe (a może powinnam raczej pisać - dyniowe ;), jakie do tej pory upiekłam. Jest w nim wszystko, co lubię w ciastach tego typu - wilgotny miąższ, korzenne nuty, kremowy serek i orzechy. Prawdziwy, jesienny comfort food w kategorii słodkości.


Uwaga - typowe dla szwedzkich przepisów jest podawanie ilości składników w jednostkach objętości; najłatwiej odmierzać składniki kubeczkiem z podziałką - część z nich ma pewnie podziałki na decylitry, ale w nawiasach dodałam też dla ułatwienia wielkości w mililitrach :)



Składniki (na formę o śr. 24 cm lub 12 muffin):


Ciasto marchewkowe:
  • 1 i 1/3 dl (135 ml) mąki z brązowego ryżu (użyłam mąki owsianej i kukurydzianej, w proporcji 1:1) - osoby nie unikające glutenu mogą zamienić na mąkę pszenną
  • 1 i 1/3 dl (135 ml) skrobi ziemniaczanej
  • 2 łyżki sproszkowanej nasion babki płesznik lub mielonego lnu (niekoniecznie)
  • 2 płaskie łyżki proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka kakao
  • 1 łyżka cynamonu
  • 1 łyżeczka imbiru
  • 4 jajka
  • 4 dl (400 ml) surowego cukru (użyłam 300 ml cukru)
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego
  • 3 dl (300 ml) oleju
  • 500 g startej marchewki (lub 500 g surowej, startej razem ze skórką dyni Hokkaido)
  • 1 i 2/3 dl (165 ml) posiekanych rodzynek
  • dodatkowo: masło do natłuszczenia formy + wiórki kokosowe do jej wysypania

Krem twarożkowy z białą czekoladą:
  • 200 g białej czekolady
  • 2 jogurty greckie/bałkańskie (każdy o wadze ok. 340 g) lub tyle samo dobrego twarożku sernikowego

Na wierzch:
  • posiekane orzechy włoskie
  • świeżo starta marchewka 


Przygotować ciasto marchewkowe. W misce wymieszać wszystkie rodzaje mąki, babkę płesznik, proszek do pieczenia, kakao, cynamon i imbir - odstawić na bok. W drugiej misie zmiksować jajka, cukier, cukier waniliowy i olej. Wsypać przygotowane wcześniej suche składniki i krótko wymieszać. Dodać startą na średnich oczkach tarki marchew i posiekane rodzynki. Wymieszać do połączenia składników i przełożyć ciasto do natłuszczonej masłem i obsypanej wiórkami kokosowymi tortownicy. Piec w temperaturze 175 °C, przez ok. 50 minut. Gotowe ciasto będzie jeszcze lekko wilgotne w środku, ale powinno mieć wyraźnie zarumienioną skórkę. Wyjąć z piekarnika.

Ciasto studzić na początku w formie, po ok. 30 minutach zdjąć obręcz formy i pozostawić do całkowitego wystygnięcia. Następnie przeciąć ostrożnie na dwa równej grubości blaty (uwaga - ciasto będzie wilgotne, szczególnie w środkowej części).

Przygotować krem twarożkowy. W wypadku, kiedy używamy jogurtów greckich, dzień przed złożeniem tortu, jogurt przełożyć do sitka wyłożonego gazą, opartego na misce. Włożyć do lodówki i nakryć pokrywką. Podczas leżakowania można przemieszać kilka razy, aby ułatwić równomierne odsączanie. Proces powinien trwać ok. 12-24 h. Po tym czasie uzyskujemy kremowy, gęsty serek, alternatywnie możemy użyć w jego miejsce gotowego twarogu sernikowego. Białą czekoladę połamać na kosteczki, umieścić w garnku o grubym dnie i stopić na małym ogniu, cały czas mieszając, lub w miseczce ceramicznej, w mikrofalówce. Nie podgrzewać dłużej, niż to konieczne do rozpuszczenia. Do płynnej czekolady dodawać stopniowo, po łyżce serek i energicznie mieszać. Powstały w ten sposób krem podzielić na połowę.

Pierwszy blat ciastka marchewkowego pokryć połową kremu, przykryć drugim blatem i lekko docisnąć. Na wierzchu rozsmarować pozostały krem, udekorować tartą marchewką i orzechami włoskimi.



Smacznego!

Wilgotne ciasto marchewkowe z twarożkiem

Wilgotne ciasto dyniowe bezglutenowe

Bezglutenowe ciasto marchewkowe z twarożkiem

Najlepsze ciasto marchewkowe bez glutenu

Wilgotne ciasto dyniowe bez glutenu
Źródło przepisu (z moimi modyfikacjami):  "Bröd och kakor: baka utan gluten", Mekto Ganic

Muffiny jogurtowe z żurawiną i białą czekoladą

Bezglutenowe muffiny jogurtowe

Łatwy i przyjemny wypiek na tą dziwną porę, przypadającą pomiędzy zimą a wiosną, kiedy codziennie rano bierzemy udział w loterii, wahając się pomiędzy wyborem ciepłego płaszcza, a zarzuceniem lżejszej kurtki. Pieczenie muffinek idealnie sprawdzi się przy wiosennym spadku formy, czy nawet przeziębieniu - będą małym pocieszeniem, kiedy brak sił i chęci na większe wyzwania. Na bazarkach można jeszcze dostać świeżą żurawinę, którą pewnie w sezonie letnim zamienię na czerwoną porzeczkę - wizualnie i smakowo będzie pasowała tak samo, a z jej dostępnością jest o wiele lepiej. Samo ciasto na bazie jogurtu jest lekkie, wilgotne i długo utrzymuje świeżość, kiedy zadbamy o nakrywanie muffinek folią spożywczą. Z tego względu warto upiec je od razu z podwójnej porcji - nie schną jak szalone (co często grozi muffinom z powodu ich niewielkich rozmiarów), więc ich zapas może zapewnić nam słodkie drugie śniadanie czy podwieczorek przez kilka kolejnych dni.



Składniki (na 8 średniej wielkości muffin):
  • 50 g cukru
  • 125 g jogurtu greckiego
  • 3 łyżki oleju
  • 1 jajko
  • skórka otarta z 1 pomarańczy (można pominąć)
  • 120 g mąki pszennej (bezglutenowcy: 40 g mąki owsianej, 40 g kukurydzianej i 40 g dowolnej skrobi)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/4 łyżeczki sody
  • szczypta soli
  • 50 g posiekanej, białej czekolady
  • 60 g świeżych żurawin 


Do miski wsypać cukier, dodać jogurt, olej, jajko i skórkę otartą z pomarańczy. Wymieszać do połączenia. W oddzielnej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą i solą. Przesiać suche składniki do miski z płynną mieszanką i wymieszać szybko ciasto, używając łyżki - mogą w nim zostać drobne grudki. Na koniec wmieszać kawałeczki białej czekolady i żurawiny. 

Napełniać ciastem papilotki lub formy sylikonowe do muffinek - do ok. 2/3 wysokości. Piec w temperaturze 175° C przez ok. 25 minut. Ostudzić i podawać. Muffinki dość dobrze zachowują wilgoć, należy je tylko przykryć na noc i przechowywać w temperaturze pokojowej.


Smacznego!

Muffiny jogurtowe z żurawiną i białą czekoladą

Muffiny jogurtowe bez glutenu z białą czekoladą

Muffinki jogurtowe z żurawiną i białą czekoladą

Puszyste ciasto jogurtowe - pszenne lub bezglutenowe

Proste ciasto jogurtowe cytrynowe

Ciast jogurtowych upiekłam już bardzo wiele, bo od czasu do czasu tęsknię za tym prostym, charakterystycznym smakiem i strukturą. Nigdy wcześniej nie wyjęłam jednak z piekarnika tak puszystego bochenka. Miąższ pełen jest sporych dziurek, które upodabniają ciasto w przekroju do chleba na zakwasie. Za pierwszym razem korzystając z tego prostego przepisu upiekłam pojedyncze muffinki, które dzięki mniejszym rozmiarom, wyrosły jeszcze bardziej, niż ciasto w keksówce. Co ważne, niezależnie od formy, jogurtowe z tego przepisu rewelacyjnie zachowuje świeżość, a za to właśnie kocham ten typ ciast ucieranych. Dzień, czy dwa po upieczeniu, nadal smakuje niemal tak dobrze, jak świeże - najważniejsze, żeby szczelnie je nakryć i zapobiec w ten sposób nadmiernemu wysychaniu. Polecam to ciasto każdemu, chociażby w ramach terapii zajęciowej po ciężkim tygodniu ;) Ciasto jogurtowe jest bardzo proste, mało czasochłonne, a rośnie w oczach. I co najlepsze - jeżeli nie zniknie zaraz po ostygnięciu, to nadal z przyjemnością będziecie nosić je do szkoły, czy pracy, jako słodkie drugie śniadanie.


Notka: na zdjęciu wersja bezglutenowa. Z poniższych proporcji można upiec też ok. 16 średniej wielkości muffin (uwaga: ciasto niezbyt ładnie odchodzi od papilotek). 


Składniki (na keksówkę 25x12 cm lub 16 muffin):
  • 150 g g cukru (ja daję 100 g)
  • 250 g jogurtu greckiego
  • 6 łyżek oleju
  • 2 jajka
  • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
  • 2 łyżki soku wyciśniętego z cytryny
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • 200 g mąki pszennej (bezglutenowcy: 70 g mąki gryczanej, 70 g mąki owsianej bg, 40 g mąki sojowej, 40 g skrobi ziemniaczanej)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • szczypta soli

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. Przygotować keksówkę, wyłożyć ją papierem do pieczenia. Dodatkowo papier można lekko natłuścić, żeby ciasto łatwiej się od niego odkleiło. 

Do dużej miski wsypać cukier, dodać jogurt, olej, jajka, ekstrakt waniliowy, sok i skórkę z cytryny. Wymieszać do połączenia. W oddzielnej misce wymieszać mąkę z proszkiem do pieczenia, sodą i solą. Przesiać suche składniki do miski z płynną mieszanką i wymieszać szybko ciasto, używając łyżki. Mieszać do momentu, aż składniki się połączą, w cieście mogą zostać niewielkie grudki.

Ciasto przelać do keksówki i wyrównać wierzch (w przypadku muffinek - papilotki napełniać nie więcej, niż do 2/3 wysokości). Piec w temperaturze 175° C, przez ok. 40 minut (muffiny - 25 minut). Początkowo ciasto wyrośnie bardzo mocno, żeby pod koniec pieczenia odrobinę opaść. Bardzo ważne jest, aby przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić suchym patyczkiem, czy ciasto jest dopieczone w środku. Możliwe, że ciasto będzie się zbyt szybko przypiekać z góry - należy je wtedy luźno nakryć folią aluminiową i piec dalej. Po upieczeniu studzić ciasto w formie, jeszcze ciepłe można odwinąć z papieru do pieczenia i studzić dalej na kratce. Jogurtowe dobrze się przechowuje, wystarczy nakryć je folią, kloszem lub schować w szczelnej puszce, żeby smakowało dobrze na drugi, a nawet trzeci dzień po upieczeniu.


Smacznego!

Bezglutenowe ciasto jogurtowe

Cytrynowe ciasto jogurtowe bez glutenu

Bezglutenowe ciasto jogurtowe

Źródło przepisu (z moimi modyfikacjami): http://www.foodiebaker.com

Bezglutenowe babeczki piernikowe z czekoladą

Korzenne babeczki z polewą czekoladową
Świąteczny piernik w nowoczesnej formie? Dlaczego nie, w końcu od dawna już i torty weselne zastępują legiony małych, uroczych babeczek ;) Ciasto z tego przepisu zawiera miód i przyprawy korzenne, ale nie smakuje jak typowy, tradycyjny piernik. Babeczki najsmaczniejsze są w dniu pieczenia, albo dzień po. Mają delikatną, kruchą strukturę, przypominającą nieco miękką babkę piaskową. Jeśli chcemy przedłużyć ich świeżość, warto dokładnie pokryć polewą czekoladową ich powierzchnię widoczną ponad papierkiem - dzięki temu ograniczymy ich wysychanie. 

Notka: polewy czekoladowej wychodzi na tyle, żeby grubo pokryć każdą z babeczek; możemy też zużyć część np. do udekorowania tradycyjnych pierniczków na choinkę (tutaj więcej przepisów piernikowych :)



Składniki (na 12 średniej wielkości babeczek):

Ciasto piernikowe:
  • 70 g skrobi ziemniaczanej (lub dowolnej innej)
  • 100 g mąki kukurydzianej
  • 90 g mąki owsianej bg
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia bg
  • szczypta soli
  • 3/4 szklanki cukru 
  • 2 duże jajka
  • 115 g masła o temperaturze pokojowej
  • 1/2 szklanki mleka
  • 15 g kakao
  • 30 g miodu
  • 4 łyżeczki przyprawy do piernika*


Polewa czekoladowa i dekoracja:
  • 100 g gorzkiej czekolady
  • 1,5 łyżki mleka
  • 1 łyżeczka masła
  • 12 kandyzowanych wiśni
  • garść płatków migdałowych

* najlepiej stworzyć swoją mieszankę - producenci często dosypują do swoich przypraw piernikowych mąkę, a ta zrobiona w domu, będzie bardziej aromatyczna i przede wszystkim złożona z ulubionych przypraw; ja najczęściej mieszam duże ilości cynamonu z imbirem, kardamonem, goździkami i czarnym pieprzem - można też stosować anyż i gałkę muszkatołową, zgodnie z preferencjami

W garnuszku wymieszać mleko, kakao, miód i przyprawy korzenne. Podgrzewać, aż do zagotowania mieszanki i odstawić do ostygnięcia.

W misce wymieszać wszystkie rodzaje mąki z proszkiem do pieczenia i solą. Do misy miksera wrzucić masło i utrzeć z cukrem na puszystą, jasną masę. Dodawać jajka, po jednym, dokładnie miksując. Wsypać mieszankę mąk i krótko zmiksować lub wymieszać łyżką do połączenia się składników. Na koniec wlewać powoli ostudzone płynne składniki z garnuszka, mieszając ciasto łyżką. 

Gotowe, jednolite ciasto przekładać do formy na muffiny wyłożonej papilotkami (lub silikonowych foremek), na wysokość 3/4 formy. Piec w temperaturze 180° C przez ok. 20-25 minut. Najlepiej nie piec zbyt długo, żeby nie przesuszyć ciasta, a przed wyjęciem sprawdzić czy dopiekło się w środku. Wyjąć z piekarnika i studzić na kratce.

W między czasie przygotować polewę. Czekoladę połamać na kawałeczki, wsypac do garnuszka, dodać mleko i masło. Podgrzewać na małym ogniu, cały czas mieszając (to ważne, żeby czekolada się nie przypalała, zwłaszcza w kącikach naczynia). Alternatywnie wszystkie składniki można podgrzać w mikrofalówce lub w kąpieli wodnej - ważne, żeby nie podgrzewać składników dłużej, niż jest to potrzebne do uzyskania jednolitej polewy o gęstości pozwalającej na wygodne rozsmarowanie.  Ciepłą polewą dekorować ostygnięte babeczki, dodać kandyzowane wiśnie i płatki migdałowe. Pozostawić do lekkiego stężenia i podawać.



Smacznego!

Piernikowe muffiny bez glutenu

Bezglutenowe babeczki z czekoladą i migdałamiBezglutenowe muffiny piernikowe z czekoladą

Prosta polewa czekoladowa na piernik

Muffiny bananowe z miodem i musli

Muffiny bezglutenowe bananowe z jogurtem


Typowy wypiek środkowotygodniowy, szybki, dobry np. na drugie śniadanie, ze składników skompletowanych w trakcie przeglądania zawartości lodówki. Nic skomplikowanego, ani nazbyt wyrafinowanego w smaku, ale umówmy się - takie przepisy przecież też są potrzebne :) Moje śniadaniowe muffiny dosłodziłam miodem, dodałam jogurtu dla utrzymania wilgoci w cieście, a wierzch posypałam musli. Urozmaica ono strukturę wypieku i przyjemnie chrupie - trzeba jednak pamiętać, że mięknie z czasem, dlatego muffiny najlepiej smakują zaraz po upieczeniu.





Składniki (na ok. 6 dużych muffin):
  • 1 i 1/3 szklanki mąki - u mnie wersja bezglutenowa: 1/2 szkl. mąki kukurydzianej, 1/2 szkl. gryczanej i 1/3 szkl. skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/3 łyżeczki sody
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 3/4 szklanki jogurtu greckiego
  • 1 jajko
  • 3 łyżki oleju/oliwy
  • 2 łyżki miodu (lub innego słodu, ilość wedle uznania)
  • 1 średniej wielkości banan
  • do posypania: garść ulubionego musli (uwaga - bezglutenowcy wybierają to z certyfikatem)



W misce wymieszać wszystkie rodzaje mąki, proszek do pieczenia, sodę i cynamon. W drugiej misce wymieszać jogurt, roztrzepane jajko, oliwę, miód i rozgniecionego widelcem banana. Zawartość obydwu misek połączyć i szybko wymieszać. Ważne, by nie robić tego zbyt długo, w cieście mogą pozostać małe grudki.
Ciasto przełożyć do foremek (do ok. 3/4 ich wysokości). Piec w piekarniku rozgrzanym do temperatury 180 C przez ok. 25 minut (jeśli muffiny są mniejsze, piec trzeba krócej). Przed wyjęciem z piekarnika sprawdzić patyczkiem, czy ciasto dopiekło się wewnątrz. W razie potrzeby dopiec - jeśli musli będzie się zbyt mocno przypiekać, wierzch muffin można nakryć folią aluminiową. Wyjąć z piekarnika i wystudzić.



Smacznego!

Muffiny bananowe bez cukru jogurtowe

Muffiny truskawkowe na maślance


Muffiny na maślance i oleju z owocami

Pomimo tego, że uwielbiam truskawki, czasami zdarza się, że zbyt łatwo ulegam zakupowemu entuzjazmowi i natrętnej myśli "trzeba jak najwięcej, bo sezon krótki!" i kupuję więcej niż jestem w stanie zjeść. A każdy wie, że truskawki szybko robią się smętne. Część zapasów trzeba więc spożytkować już z "przymaskowaniem" ich wyglądu, co nie oznacza, że ze stratą dla smaku. Świetnym sposobem na wykorzystanie nadmiaru truskawek będą na przykład te truskawkowe muffiny. Banalne w wykonaniu, a przy tym bardzo dobre. Przede wszystkim o mocno wilgotnym miąższu (zasługa maślanki), z dużą ilością truskawek i niezbyt słodkie. W sam raz na śniadanie, czy na lżejszy deser. A kiedy zamarzy Wam się wersja bardziej wykwintna, śmiało dodajcie do ciasta kawałki ulubionej czekolady. Każdy jej rodzaj będzie współgrał z półsłodkim, truskawkowym wnętrzem. 



Składniki (na ok. 12-16 sztuk):

  • 1 i 1/2 szklanki truskawek pokrojonych na kawałeczki
  • 1/3 szklanki cukru + dodatkowo 1 łyżka
  • 1 i 1/4 szklanki mąki pszennej
  • 1/2 szklanki mąki pełnoziarnistej (ja użyłam gryczanej)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 1/4 łyżeczki soli
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka cukru waniliowego
  • 1 szklanka maślanki
  • 1/4 szklanki oleju (użyłam oliwy)
  • 1 duże jajko


Przygotować trzy miski. W pierwszej umieścić truskawki, dosypać 1/3 szklanki cukru i lekko zmiażdżyć owoce np. widelcem. Odstawić na bok.

W drugiej misce wymieszać razem dwa rodzaje mąki, proszek do pieczenia, sodę, sól, cynamon i cukier waniliowy. W trzeciej misce wymieszać mokre składniki: maślankę, olej i jajko.

Zawartość wszystkich misek połączyć i szybko wymieszać (truskawki wlać razem z sokiem). W cieście mogą pozostać drobne grudki, ważne, żeby nie mieszać długo. Ciasto wlewać do ok. 3/4 wysokości foremek/papilotek na muffiny. Przed włożeniem do piekarnika, wierzch każdego ciastka posypać pozostałym cukrem. Piec w temperaturze 200 ºC, przez ok. 17-18 minut. Sprawdzić suchym patyczkiem, czy ciasto się dopiekło w środku. Wyjąć z piekarnika i studzić przez 5 minut w formie, później wyłożyć na kratkę. Muffiny dobrze utrzymują wilgoć, więc będą smaczne również na drugi dzień.



Smacznego!

Muffiny truskawkowe z olejem

Ciasto z maślanką i owocami na oleju

Źródło przepisu (z moimi małymi modyfikacjami): http://www.marthastewart.com

Korzenne babeczki z dynią i kremem twarożkowym

babeczki korzenne z kremem twarożkowym

Już od dawna panuje u mnie taka prawidłowość, że kiedy przychodzą pracowite tygodnie, masa obowiązków, tzw. "czas dla siebie" kurczy się do granic wytrzymałości - to mnie właśnie wtedy chce się najbardziej piec. Oczywiście, nie jakieś cuda, torty, wielowarstwowe ciasta, czy wysublimowane desery wymagające skupienia. Najlepiej coś prostego, przewidywalnego, dobrego. Coś, co wrzucę do piekarnika z całkowitą pewnością, że za 30 - góra 35 minut będzie już na moim talerzu. Potrzebuję takich przepisów chyba dlatego, że pieczenie (zwłaszcza nieskomplikowane, lekko "mechaniczne") doskonale odpręża i daje poczucie, że chociaż nad tym małym ciastem (czy babeczką - jak w tym wypadku) ma się panowanie, kiedy życie nie daje chwilowo zbyt wielu powodów do wiary we własne możliwości ;) Na jesienne, terapeutyczne sesje w kuchni, te babeczki nadają się idealnie. Są zrobione z niemal klasycznego, miękkiego ciasta ucieranego, wzbogaconego o sezonowy, magiczny składnik - dynię. To jej zawdzięczają dodatkową wilgoć i piękny kolor, a dosłodzone są jedynie miodem. W oryginale przepis był dedykowany dla małej keksówki i jeśli wygodniej Wam upiec taki bochenek - nie ma problemu. Ja wybrałam foremki muffinkowe ze względu na chęć wypróbowania kremu twarożkowego do dekoracji. Polecam go, jeśli tylko macie chwilę na upiększenie wypieku! I uczcie się przy okazji na moich błędach - taki krem NIE wyjdzie na wiaderkowym twarogu do serników, koniecznie trzeba kupić tradycyjny ser i go zmielić ;) Naprawdę, przez zastąpienie części normalnego sera, tym wiaderkowym, krem zaczął spływać mi z babeczek. Za to, jeśli postąpicie przepisowo, macie pewność, że dekoracja będzie trwała i pyszna, bez zabaw z żelatyną. Z pewnością skorzystam z niej jeszcze nie raz w swoich przepisach :)



Składniki (na 12-14 babeczek lub keksówkę o wymiarze ok. 13 x 23 cm):

  • 1/3 szklanki płynnego oleju kokosowego (można użyć innego oleju)
  • 1/2 szklanka miodu
  • 2 jajka
  • 1 szklanka puree z dyni (tutaj przeczytasz, jak je przygotować)
  • 2 łyżeczki cukru waniliowego
  • 1/2 łyżeczki soli
  • 1 i 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 1/2 łyżeczki gałki muszkatołowej
  • 1/2 łyżeczki imbiru
  • 1/2 łyżeczki przyprawy piernikowej
  • 1 i 1/2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej
  • 1 i 3/4 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej (bezglutenowcy: 2/3 szkl. mąki kukurydzianej, 1/2 szkl. gryczanej i 1/2 szkl. skrobi ziemniaczanej)
  • 1 płaska łyżka sody
  • 1/4 szklanki gorącej wody

Krem twarożkowy:
  • 250 g twarogu, trzykrotnie zmielonego
  • 100 g cukru pudru
  • 60 g masła
  • cynamon do posypania


W dużej misie wymieszać olej kokosowy i miód, następnie dodać jajka i dobrze ubić. Dodać dynię, cukier waniliowy, sól, przyprawy i kawę rozpuszczalną, zmiksować. Do mieszanki przesiać mąkę i wymieszać łyżką, tylko do połączenia składników. Sodę wsypać do kubka, zalać gorącą wodą, szybko wymieszać i połączyć z ciastem. Poprzekładać do formy na muffiny wyłożonej papilotkami (lub do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia) - ciasto będzie dość gęste, ja nakładałam je do 3/4 wysokości papilotki i jeszcze z górką. Włożyć do piekarnika rozgrzanego do temperatury 160 C, na ok. 25-30 minut (sprawdzić suchym patyczkiem, czy ciasto się już dopiekło - jeśli tak, od razu wyciągać, bo nieprzesuszone jest smaczniejsze). Ciasto w keksówce będzie potrzebowało ok. 1 h, żeby się dopiec. Wyjąć z piekarnika i pozostawić do całkowitego wystudzenia.

Przygotować krem. Twaróg zmiksować blenderem, zmielić, lub przetrzeć trzykrotnie przez drobne sitko metalowe. W misie ubić masło na puszystą masę z cukrem pudrem, dodać ser i zmiksować na jednolity krem (malutkie grudki są normalne). Przed dekorowaniem, posmarować każdą z babeczek odrobinką kremu (inaczej może się zdarzyć, że dekoracja nie będzie się chciała przykleić do ciasta). Przełożyć go do rękawa cukierniczego z ozdobną tylką i udekorować babeczki. Oprószyć cynamonem i podawać.


Smacznego!

bezglutenowe muffiny z kremem twarożkowym

bezglutenowe babeczki korzenne z kremem twarożkym

Korzenne babeczki z kremem twarożkowym bez glutenu

Bezglutenowe babeczki dyniowe

Źródło przepisów: na ciasto (z moimi modyfikacjami) - http://www.emmaslittlekitchen.com
na krem twarożkowy - http://wilczyapetyt.com.pl

    Kakaowe babeczki z bitą śmietaną


    Już jakiś czas temu chwaliłam się na Instagramie nowymi tylkami Wiltona, które nabyłam w drodze niekończących się przemyśleń i poszukiwań w sieci. Poważnie, jestem typem, który nie może mieć za dużo do wyboru, bo tygodniami nie będzie mógł się zdecydować, szukając wszystkich możliwych "za" i "przeciw". Kiedy więc w końcu do mnie dotarły, miałam już miliony pomysłów na ich wykorzystanie. Tyle że lato w tym roku było dla mnie tak gorące, że skończyło się tylko na planach. No, może niezupełnie - bo jeszcze zdarzyło mi się zrobić takie babeczki. W końcu upał nie zwalnia mnie od zapewnienia słodkiego bufetu na urodziny brata. Temperatura (i mój brak wprawy) sprawiły, że babeczki może nie były najpiękniejsze, w szalonym tempie musiałam je chować do lodówki, żeby całkowicie nie spłynęły, ale za to ich smak rekompensował wszystko! To chyba najlepsze kakaowe babeczki/muffiny jakie piekłam, są tak intensywne w smaku, że można je nazwać wręcz czekoladowymi. W strukturze bardzo delikatne i puszyste. Co najważniejsze - smakowały dzieciom, nawet tym, które zadeklarowały, że nie lubią bitej śmietany! Jak widać, sposób podania i kawał dobrej, kakaowej babeczki potrafią zmiękczyć zatwardziałe gusta ;)

    Edit: dołączam wypróbowaną przeze mnie proporcję mąk dla wersji bezglutenowej. Babeczki smakują łudząco podobnie do pszennych, są równie puszyste i wilgotne. Jeden z lepszych przepisów na muffinkowe ciasto bez glutenu! :)


    Składniki (na ok. 15 sztuk średnich babeczek):

    Ciasto:
    • 1 szklanka wody (240 ml)
    • 1/2 szklanki gorzkiego kakao (42 g)
    • 1 i 1/3 szklanki mąki pszennej (167 g) (bezglutenowcy: 70 g skrobi ziemniaczanej - lub innej skrobi, 70 g mąki kukurydzianej, 40 g mąki ryżowej)
    • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
    • 1/4 łyżeczki soli
    • 115 g masła, miękkiego
    • 1 szklanka cukru (200 g)
    • 2 duże jajka
    • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego

    Do dekoracji:
    • ok. 300 ml śmietany 30% (może być też 36% - będzie sztywniejsza)
    • czekoladowe draże

    Wodę z kakao wymieszać i zagotować w garnuszku, tak, aby nie było żadnych grudek. Odstawić do wystudzenia. W innej misce wymieszać mąkę, proszek do pieczenia i sól, odłożyć na bok.

    W misie miksera ubić na puszystą masę masło z cukrem. Dodawać po jednym jajku, za każdym razem dokładnie miksując. Wlać ekstrakt waniliowy. Wsypać mieszankę suchych składników i krótko zmiksować, tylko do połączenia się wszystkich składników. Na koniec cienkim strumieniem wlewać ostudzone kakao, mieszając łyżką, aż do uzyskania gładkiego ciasta. 

    Przygotować formę na muffiny i włożyć do niej jednorazowe papilotki. Nalewać ciasto do 3/4 wysokości każdej z nich. Piec je w temperaturze 180 ºC, przez ok. 16-19 minut (ja używałam termoobiegu; wersję pszenną jak i bezglutenową piekłam 16 minut). Najlepiej użyć patyczka do sprawdzenia, czy ciasto już się dopiekło. Najlepiej jest piec jak najkrócej, jak to jest możliwe - wówczas muffiny są bardziej wilgotne. Wyjąć z piekarnika i całkowicie wystudzić. W tym czasie muffiny lekko opadną, to normalne.

    Śmietanę ubić na sztywno. Przełożyć do worka cukierniczego, zakończonego tylką do dekorowania i wyciskać ozdobne spirale na powierzchni babeczek. Worek trzyma się pionowo do powierzchni ciastka i zaczyna się wyciskać zaczynając od jego środka, kierując się ku brzegom, żeby zapełnić całą powierzchnię kremem. Następnie nabudowuje się wystającą "wieżyczkę", zataczając okręgi ku środkowi. Na koniec na babeczkach poukładać czekoladowe groszki. Przechowywać je w lodówce.


    Smacznego!



    Źródło przepisu na babeczki kakaowe: http://sallysbakingaddiction.com

    Tarteletki owocowe z pomarańczowym budyniem


    Lisia Kawiarenka w końcu doczekała się pierwszego (!) przepisu z użyciem truskawek. Jak wiadomo, wszystko co dobre nie trwa długo i zasada ta dotyczy również sezonu truskawkowego. Aż do tej pory nie udawało mi się zdążyć z powrotem do domu, zeby wykorzystać świeże owoce, dlatego też tegoroczne zbiory truskawek wiążą się z moją niezdrową ekscytacją ;) Na deser proponuję urocze tarteletki, nadziewane domowym budyniem o smaku pomarańczowym. Skoro w sklepach pojawia się coraz więcej owoców, szkoda byłoby nie wykorzystać ich różnorodności. Warto użyć ich do dekoracji i urozmaiceniu smaku każdej z tarteletek. Polecam, wypieki podobne do tego zawsze zdają egzamin! :)


    Składniki (na 12 tarteletek o śr. 7-8 cm):

    Ciasto:
    • 1 i 1/4 szklanki mąki pszennej (bezglutenowcy: 80 g mąki gryczanej, 40 g mąki kukurydzianej, 40 g skrobi ziemniaczanej)
    • 3/4 łyżeczki gumy guar (pominąć w wersji z mąką pszenną)
    • 1/2 łyżeczki soli
    • 115 g masła
    • 3-5 łyżek bardzo zimnej wody

    Budyń pomarańczowy:
    • 1/2 szklanki cukru
    • skórka otarta z 1 pomarańczy
    • 1 łyżka skrobi ziemniaczanej
    • 1/4 łyżeczki soli
    • 2 jajka
    • 1 szklanki maślanki
    • 1/4 szklanki kwaśnej śmietany
    • 1/4 szklanki soku wyciśniętego z pomarańczy

    Do podania:
    • dowolne owoce, pokrojone/wykrawane ozdobnymi foremkami


    Przygotować spody tarteletek. Jeśli pieczemy wersję bezglutenową - mąki przesiać z gumą arabską w misce. Dodać sól i posiekane na kawałeczki masło. Przez chwilę zagniatać i rozcierać palcami, żeby masło lekko zaczęło się łączyć z suchymi składnikami. Dodawać po trochę wody - tylko na tyle, żeby wyrobić gładkie ciasto. Z gotowego ciasta uformować kulę, zawinąć w folię i schować do lodówki na 30 min. - 1 h.

    Wyjąć z lodówki, rozwałkować i wycinać kółka ciasta, potrzebne do wyłożenia foremki razem z bokami. Można wałkować przez papier śniadaniowy lub papier do pieczenia. Delikatnie przekładać porcje ciasta do foremek. Ponakłuwać spody widelcem i włożyć na 20 minut do lodówki, na kolejne 20 minut do zamrażalnika.

    Nagrzać piekarnik do temperatury 200 ºC. Spody wyjąć z zamrażalnika, wsunąć na środkowe pięterko piekarnika i piec ok. 15-20 minut (u mnie 17 - piekłam bezglutenowo).

    W trakcie podpiekania spodu, przygotować nadzienie. Cukier wymieszać w średniej misce ze skórką pomarańczową. Do mieszanki przesiać mąkę i sól. Dodawać po jednym jajku i żółtku, delikatnie mieszając (nie chcemy mocno napowietrzyć masy) do uzyskania gładkiej konsystencji. Wlać maślankę, śmietanę i sok pomarańczowy - ponownie wymieszać, do połączenia. Masa na nadzienie jest bardzo płynna, nie należy się tym przejmować.

    Wysunąć formę z tarteletkami z piekarnika i delikatnie wlać płynne nadzienie na spody. Jeśli nadzienia trochę zostanie - nic nie szkodzi, można je przelać do naczynek żaroodpornych i zapiec jako pudding. Wsunąć ciastka do piekarnika i zmniejszyć temperaturę do 165 ºC, pozostawić na kolejne 15-20 minut (u mnie wystarczyło 17 minut- przetrzymanie może skutkować popękaniem powierzchni nadzienia). Gotowe tarteletki powinny mieć na całej powierzchni ścięte nadzienie, które tylko lekko się trzęsie przy poruszeniu formą. Pozostawić do ostudzenia na blacie, a następnie włożyć do lodówki, do schłodzenia. Można podawać zarówno schłodzone, jak i w temperaturze pokojowej. Tuż przed podaniem przyozdobić ulubionymi owocami - pokrojonymi lub wykrawanymi przy pomocy ostrych foremek do ciastek.


    Smacznego!







    Czekoladowo-cynamonowe muffinki z cukinią


    Jeśli macie dostęp do ostatnich świeżych cukinii, zróbcie z nich użytek i upieczcie sobie muffinki. To idealne ciastko do zabrania ze sobą na drugie śniadanie, w pracowity dzień :) Dodatek cukinii jest oczywiście niewyczuwalny w smaku, ale nadaje ciastu wilgoć, dzięki której muffiny nie wyschną z dnia na dzień. Samo ciasto jest bardzo miękkie, delikatne, wręcz biszkoptowe. Mogę tylko zachęcać do upieczenia, mało pracy, dużo radości z jedzenia ;)


    Składniki (na 12 dużych muffin; moje foremki miały pojemność 150 ml):

    Ciasto:

    • 2 szklanki cukinii, obranej i startej na dużych oczkach
    • 3 jajka
    • 1/2 szklanki roztopionej gorzkiej czekolady (ok. 100g)
    • 3/4 szklanki oleju
    • 1 łyżeczka cukru waniliowego
    • 2 szklanki mąki pszennej (bezglutenowcy: 1 szkl. mąki gryczanej, 1/2 kukurydzianej, 1/2 ziemniaczanej)
    • 1 szklanka brązowego cukru (u mnie 3/4)
    • 1/2 łyżeczki soli
    • 2 łyżeczki cynamonu
    • 1 łyżeczka sody

    Polewa (opcjonalnie):

    • 35 g gorzkiej czekolady
    • 1 łyżka kwaśnej śmietany

    W średniej misce wymieszać razem mąkę, sól, cynamon i sodę. W oddzielnej misce miksować jajka z cukrem na średniej prędkości, przez około 1 minutę. Nadal miksując, wlewać cienkim strumieniem olej. Następnie dodać cukinię i cukier waniliowy. Zmniejszyć obroty miksera i wsypać do mieszanki suche składniki ze średniej miski. Zmiksować do połączenie składników. Na koniec dodać do ciasta roztopioną w garnuszku o grubym dnie czekoladę (najlepiej lekko przestudzoną) i ponownie zmiksować.

    Ciasto przelewać do foremek na muffiny (użyłam ceramicznych, lekko natłuszczonych masłem; napełniałam prawie po brzegi). Piec w piekarniku nagrzanym do temperatury 180 ºC, przez około 25-30 minut. Jeśli muffinki są pieczone w mniejszych formach, należy wcześniej sprawdzić, czy już się dopiekły (najlepiej wbić w nie suchy patyczek, jeśli wyjdzie czysty, muffiny są gotowe). Po wystudzeniu, muffiny można ozdobić polewą. Czekoladę połamać, wrzucić do garnuszka o grubym dnie, dodać łyżkę kwaśnej śmietany i podgrzewać na małym ogniu, pamiętając o ciągłym mieszaniu. Kiedy polewa będzie jednolita, zdjąć z ognia i udekorować muffiny. Pozostawić do zastygnięcia.

    Smacznego!
     


    Źródło przepisu (zmodyfikowanego przeze mnie): http://www.willcookforsmiles.com/