Image Slider

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żółtka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żółtka. Pokaż wszystkie posty

Orkiszowe faworki (chrusty)

Faworki z mąki orkiszowej

Faworki (a tak naprawdę, w moim rodzinnym domu po prostu: chrust), to mój symbol Tłustego Czwartku i smażonych słodkości w ogóle. Z niedowierzaniem przyznaję, że nie pojawiały się do tej pory na blogu, ale po podjęciu udanego eksperymentu z mąkami orkiszowymi, czym prędzej podaję Wam recepturę!

Zrobiłam je z dwóch rodzajów mąki orkiszowej, ze względu na to, że sama biała mąka orkiszowa bardzo się klei, co zaobserwowała moja mama, częściej piekąca z użyciem tych mąk. Korzystając więc z jej doświadczenia zrobiłam miks z mąką orkiszową razową, która z kolei daje większą chrupkość wypiekom. Faworków wychodzi sporo, zwłaszcza jeśli macie tendencję do bardzo cienkiego wałkowania ciasta (tak jak ja ;). Nie podaję ilości w liczbach, bo zwyczajnie zależy to od wałkowania i wielkości skrawków ciasta, z którego będziecie formować chruściki. Na podwieczorek porcja spokojnie starczyła u nas dla 4-5 osób. Faworki z poniższego przepisu, zaskakująco długo zachowują chrupkość - smakują jak świeże jeszcze przez kilka godzin po usmażeniu, więc nie trzeba się martwić o to, że zaraz po zdjęciu z ognia trzeba będzie jeść na wyścigi. Aha, ciasta nie biłam wałkiem dla napowietrzenia, chociaż dla wielu pewnie będzie to herezja - ale naprawdę wychodzą leciutkie i pełne pustych pęcherzyków bez takich ceregieli ;)


PS dla tych, którzy zauważyli mój przestój w publikowaniu nowych przepisów. Nigdy nie przypuszczałam, że moja totalnie nieplanowana i nieformalna "przerwa od bloga", spowodowana przeprowadzkami i tzw. zwykłym życiem, może się rozciągnąć prawie do roku czasu. Bez zbędnych tłumaczeń powiem tylko, że tęskniłam i mam nadzieję wejść w dawny rytm, bo słodyczy nie przestałam lubić ani na minutę mojej nieobecności tutaj ;)




 Składniki (na ok. 7 talerzy faworków):

  • 250 g mąki orkiszowej (125 g orkiszowej białej i 125 g razowej)
  • 20 g cukru pudru (bądź ksylitolu)
  • 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1 jajko
  • 2 żółtka
  • 1 łyżka octu jabłkowego
  • 1 łyżka spirytusu lub wódki
  • 3-4 łyżki mleka (używam roślinnego)

Dodatkowo:
  • olej do smażenia
  • cukier puder / sproszkowany ksylitol do podania


W dużej misce przesiać dwa rodzaje mąki orkiszowej z cukrem pudrem i proszkiem do pieczenia.

Wbić do miski jajko, dwa żółtka i dodać ocet ze spirytusem. Zamieszać, a następnie zacząć wyrabiać. Wstępnie zarobione ciasto przełożyć na blat i dodając po łyżce mleko roślinne, wyrabiać elastyczne, gładkie ciasto. Z początku będzie miało lekko klejącą powierzchnię (całość powinna być jednak dość zwarta), po kilku minutach wyrabiania powinno się zrobić gładkie. Uformować z ciasta kulkę i przykryć, aby nie wysychało.

Odrywać porcje ciasta i na podsypanym mąką blacie wałkować na cieniutki placek (u mnie ok. 2-3 mm, ale może być grubszy, jeśli taki wolisz). Pokroić go na paski, po środku każdego z nich zrobić małe rozcięcie. Przekładać końcówkę każdego paska przez rozcięcie, formując faworki. 

Na patelni rozgrzać olej (170-180 °C, jeśli mamy w zanadrzu termometr kuchenny; jeśli nie - zdajemy się na zdolności obserwacji i smażymy próbnego faworka, żeby wyczuć odpowiadającą nam temperaturę). Musi być go na tyle, aby faworki mogły swobodnie pływać. Wrzucać je grupowo do tłuszczu, a po przysmażeniu jednej strony, przekładać na drugą i smażyć jeszcze przez chwilę. Szybko nabierają koloru, dlatego warto pracować we dwójkę - jedna osoba formuje chrust, druga pilnuje smażenia :).

Gotowe faworki odsączyć z nadmiaru tłuszczu na ręczniku kuchennym i podawać oprószone cukrem pudrem lub ksylitolem w pudrze.



Smacznego!


Faworki orkiszowe

Jak zrobić faworki

Szybkie faworki orkiszowe

A tutaj wersja naprawdę cienka i kruchutka, smażąca się w mgnieniu oka: 

Faworki orkiszowe bez nabiału
Łatwe faworki orkiszowe

Tarta truskawkowa z domową galaretką i budyniem

Tarta z truskawkami i galaretką bezglutenowa

Ciasto dla którego być może i Wy zdecydujecie się ocalić trochę świeżych truskawek, zanim znikną tuż po zakupie ;) Klasyka przełomu maja i czerwca, czyli kruchy spód, budyń waniliowy, galaretka i truskawki. Tu jest o tyle fajnie, że zarówno budyniowe nadzienie, jak i owocową galaretkę robimy sami, bez pomocy gotowych saszetek. I nie ma się czym zrażać - okazuje się, że to nie jest wcale trudne, ani specjalnie czasochłonne. Domowy budyń ma idealną, mocno wilgotną, kremową konsystencję, a galaretka zachowuje smak prawdziwych owoców i ich naturalny, nasycony kolor. Od sklepowej różni się przede wszystkim tym, że nie jest tak bardzo przezroczysta. Swoją tartę upiekłam na bezglutenowym spodzie (jak widać - trzyma się bardzo dobrze i można go łatwo pokroić!), ale nie widzę przeciwskazań do użycia zwykłej mąki pszennej, czy np. pełnoziarnistej lub orkiszowej, jeśli macie taką ochotę. 



Składniki (na tartę o śr. 24 cm):

Spód:
  • 1 i 2/3 szklanki mąki pszennej (bezglutenowcy: 2/3 szkl. mąki gryczanej, 2/3 szkl. kukurydzianej i 1/3 szkl. skrobi ziemniaczanej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1/2 szklanki cukru pudru
  • 125 g zimnego masła
  • 1 jajko
  • 2 łyżki jogurtu greckiego/ kwaśnej śmietany

Budyń waniliowy:
  • 500 ml mleka
  • 2 żółtka
  • 80 g skrobi ziemniaczanej
  • 2,5 łyżki cukru
  • 1 łyżka cukru z wanilią
  • 2 łyżki masła

Galaretka truskawkowa:
  • 120 g truskawek - zmiksowanych
  • ok. 220 g całych truskawek
  • 15 g cukru
  • 165 ml soku z pomarańczy
  • 1 i 1/3 łyżeczki żelatyny (ok. 7 g)
  • 1 łyżka soku z cytryny


Przygotować najpierw kruchy spód. Mąkę wsypać do miski, wymieszać z proszkiem do pieczenia i cukrem pudrem. Dodać posiekane na kawałeczki masło i chwilę wyrabiać palcami, aż składniki zaczną przypominać zacierki. Wbić jajko i dodać jogurt naturalny, szybko wyrabiać, aż z ciasta da się utoczyć kulę (mogą być jeszcze widoczne małe cząstki masła). Wylepić ciastem spód i boki formy do tarty, ponakłuwać na całej powierzchni widelcem, nakryć folią i włożyć do lodówki. Schładzać ciasto minimum 1 h. Po tym czasie włożyć do rozgrzanego do temperatury 180 ºC piekarnika i piec przez ok. 30 minut, do zarumienienia. Wyjąć z piekarnika i zostawić do wystudzenia.

Następnie zabrać się za domowy budyń waniliowy. Mleko przelać do garnka, odlać z niego do oddzielnego naczynia ok. 1/2 szklanki mleka.  Garnek postawić na palniku, wymieszać z cukrem i cukrem waniliowym i podgrzewać. W międzyczasie do odłożonego na bok mleka, dodać żółtka i skrobię, dokładnie wymieszać. Kiedy mleko w garnku zacznie wrzeć, wlać do niego dokładnie rozmieszane składniki i dokładnie, szybko mieszać powstający budyń. Trzymać na ogniu jeszcze przez ok. 1 minutę, cały czas mieszając. Zdjąć z ognia i przelać budyń na przygotowany spód do tarty, wyrównać wierzch.

220 g truskawek umyć, odszypułkować, przekroić na połówki i układać na budyniu, lekko dociskając. Pozostałe 120 g truskawek zmiksować w wysokim naczyniu z dodatkiem cukru i 65 ml soku pomarańczowego oraz sokiem z cytryny. Żelatynę wsypać do małego naczynia, zalać 100 ml soku pomarańczowego i pozostawić na kilka minut do napęcznienia. Po tym czasie podgrzać delikatnie w mikrofalówce lub używając kąpieli wodnej i kiedy mieszanina stanie się jednorodna, wlać ją do zmiksowanych truskawek i szybko wymieszać. Powstałą galaretkę można od razu wylać cienkim strumieniem na owoce. Ostrożnie przełożyć ciasto do lodówki i zostawić na kilka godzin, do stężenia.



Smacznego!

Owocowa tarta z galaretką i budyniem

Bezglutenowa tarta z truskawkami i galaretką

Tarta z truskawkami budyniem i domową galaretką

Klasyczny sernik bez spodu

Prosty wilgotny sernik bez spodu

Krótko mówiąc, sernik-konkret. Zero spodu, prawie sam twaróg, żółtka i minimalne dodatki smakowe. Myślę, że posmakuje nie tylko sernikowym konserwatystom - sama plasuję swoje upodobania gdzieś między pochwałą szlachetnej tradycji, a uwielbieniem do bardziej nowoczesnych, mazistych serników z kąpieli wodnej, a ten sernik trafił prosto w moje serce. Tym bardziej cieszy to, że przepis skomponowałam sama ;) 
Tutaj nie potrzeba żadnych kombinacji podczas pieczenia, ale uwaga - musicie być uważni przy wyborze sera. W tym wypadku, wszelkie rzadkie serki (mające niewiele wspólnego z polskim, białym twarogiem), nie sprawdzą się. Najlepiej kupić dobrej jakości (niewodnisty, odpowiadający nam smakiem) twaróg w kostce lub ewentualnie sprawdzone, uczciwe "wiaderko". Deser jest lekko kruchy, ale zachowuje idealny dla mnie poziom wilgoci; wszak pierwszą i najgorszą zbrodnią na serniku, jak dla mnie, jest jego przesuszenie! Zgodnie z kanonem polskich serników tradycyjnych, do masy serowej dodajemy tylko żółtka z pominięciem białek (te najlepiej oszczędźcie do bezy!), a całość wyrasta tylko trochę. Po wyjęciu z piekarnika sernik delikatnie osiądzie w formie, ale powinien być stabilny i bez pęknięć. Dzięki temu zawsze wygląda schludnie i elegancko, od niedawna jest to mój pewniak, kiedy chcę upiec coś ponadczasowego. 



Składniki (na formę o śr. 24 cm):

Sernik:
  • 1 kg zmielonego twarogu półtłustego*
  • 5 żółtek
  • 190 g cukru + 1 łyżka cukru waniliowego
  • 200 g kwaśnej śmietany 18%
  • 100 ml płynnego masła, przestudzonego
  • 1 płaska łyżka skrobi ziemniaczanej
  • skórka otarta z 1/3 cytryny

Lukier cytrusowy:
  • sok wyciśnięty z ok. 1/2 cytryny
  • ok. 60-70 g cukru pudru
  • 2 łyżki drobno posiekanej, kandyzowanej skórki z pomarańczy


* użyłam sprawdzonego sera wiaderkowego, produkowanego przez OSM w Nowym Sączu - ma on postać gęstego, zmielonego twarogu półtłustego, o zawartości tłuszczu 4%

Najlepiej, aby wszystkie składniki były w temperaturze pokojowej.

W dużej misie zmiksować (najlepiej przy pomocy ręcznego blendera) twaróg z żółtkami, cukrem i kwaśną śmietaną. Im dłużej miksujemy - tym sernik będzie miał gładszą konsystencję; krócej blendowany zachowa lekką ziarnistość, charakterystyczną dla twarogu. Dodać płynne masło, przesianą przez sitko skrobię i skórkę cytrynową. Krótko zmiksować, do połączenia składników.

Masę przelać do tortownicy, wyłożonej na spodzie papierem do pieczenia. Piec w piekarniku nagrzanym do temperatury 160 ºC, przez ok. 40-45 minut. Ważne, by sernik nie piekł się zbyt długo, ponieważ za bardzo wyschnie, przez co może nawet pękać przy studzeniu. Wyjąć z piekarnika i studzić w formie. Następnie przełożyć do lodówki.

Po schłodzeniu, sernik oddzielić od tortownicy, przejeżdżając wzdłuż jej ścianek ostrym nożem. Przed podaniem, zmiksować wszystkie składniki lukru i udekorować wierzch sernika.



Smacznego!

Klasyczny sernik bez spodu

Wilgotny sernik na żółtkach bez spodu

Prosty bezglutenowy sernik bez spodu

Prosty sernik bez spodu

Tarta z kremem z białej czekolady i świeżą żurawiną

Tarta z mascarpone, białą czekoladą i żurawiną

To tarta, którą być może zechcecie upiec na nadchodzącą Wielkanoc, chociaż wiem, że żurawina nie kojarzy się w sposób oczywisty z wiosną. Mimo to, jej świeże owoce idealnie nadają się do stworzenia orzeźwiającego deseru, a na targach można je jeszcze dostać, jeśli się dobrze rozejrzeć. Tarta z tego przepisu łączy w sobie kontrasty, zarówno w smaku, jak i konsystencji; mamy tu bardzo kwaśną, soczystą żurawinę i kruchy, maślany spód, połączone w jedno dzięki kremowemu nadzieniu na bazie serka mascarpone i białej czekolady. Krem jest naprawdę banalnie prosty i składa się z 3 składników. I to licząc żurawinę ;) Kiedy upieczecie spód tarty (czy też mazurka - bo i w takiej roli może wystąpić!), w zasadzie nic już nie może się nie udać. Nakładanie kremu i dekoracja to czysta przyjemność. A kiedy nie będzie można już kupić świeżej żurawiny, ciasto chętnie przygotuję np. z czerwoną porzeczką.


Notka: jeżeli potrzebujecie tego ciasta w wersji bez glutenu - możecie skorzystać np. z przepisu na orzechowy kruchy spód, kokosowy spód lub klasyczny spód z dodatkiem gumy guar



Składniki (na formę o śr. 24 cm lub wym. 35x11 cm):

Kruchy spód:
  • 150 g mąki pszennej
  • 1 żółtko
  • 50 g cukru pudru
  • 75 g schłodzonego masła
  • jeśli potrzeba: 1-2 łyżki zimnej wody

Nadzienie:
  • 250 g świeżej żurawiny (można dać mniej, jeśli wolimy mniej kwaskowe wypieki)
  • 250 g serka mascarpone
  • 100 g białej czekolady


Przygotować spód. Wymieszać mąkę z cukrem pudrem, dodać żółtko i posiekane na kawałeczki masło. Szybkimi ruchami zagniatać składniki (w razie potrzeby - dodać odrobinę zimnej wody), do uzyskania w miarę jednorodnego ciasta. Ważne, żeby nie robić tego za długo, żeby niepotrzebnie nie rozgrzewać składników. Rozwałkować ciasto na podsypanym mąką blacie i przełożyć do formy na tartę. Dopasować do jej dna i boków, odciąć nadmiary. Alternatywnie, bez wałkowania, ciastem można wykleić formę. Gotowy, surowy spód przykryć folią spożywczą (zapobiega wysychaniu ciasta) i schładzać w lodówce przez ok. 1 h.

Schłodzone ciasto ponakłuwać widelcem, przykryć arkuszem papieru do pieczenia i obciążyć go (można używać specjalnych ceramicznych fasolek; ja zwykle używam tego, co mam pod ręką - surowej kaszy gryczanej czy ciecierzycy itp.). Dzięki temu zabiegowi, boki ciasta na pewno nie "zjadą" podczas pieczenia. Obciążoną formę włożyć do piekarnika o temperaturze 180 °C i piec z obciążeniem przez ok. 20 minut. Po tym czasie wyjąć ostrożnie pergamin z obciążeniem i dopiec spód przez kolejne 10-20 minut (wystarczy, że będzie przyrumieniony). Wyjąć formę z piekarnika i wystudzić w nim kruche ciasto.

Przygotować krem. Białą czekoladę połamać na drobne kawałki, wrzucić do garnuszka o grubym dnie i roztapiać ją na małym ogniu, cały czas mieszając, żeby się nie przypaliła. Ogrzewać tylko do momentu, aż zupełnie się rozpuści, zdjąć z ognia. Do płynnej czekolady dodawać porcjami serek mascarpone, za każdym razem dokładnie mieszając. Do gładkiego kremu wmieszać delikatnymi ruchami ok. 3/4 świeżej żurawiny. Rozprowadzić go na wystudzonym spodzie, udekorować pozostałą żurawiną i np. młodymi listkami mięty. Schłodzić przez chwilę w lodówce i podawać.



Smacznego!

Tarta owocowa z mascarpone i białą czekoladą

Tarta z kremem mascarpone z białą czekoladą

Tarta z białą czekoladą i owocami

Tarta z mascarpone i świeżą żurawiną

Bezglutenowa tarta z mascarpone i owocami

Maślane ciasteczka cytrynowe z polenty

Maślane ciasteczka z polenty bezglutenowe

Kolejny włoski przepis, który przetestowałam zaraz po Torta Paradiso, to receptura na mocno maślane, cytrynowe ciasteczka z kaszki kukurydzianej. Ostatnio jest to jeden z moich ulubionych składników w kuchni - polenty używam zarówno do tworzenia słonych dań, jak i do wypieków. Tym bardziej cieszy mnie jej powszechne występowanie we włoskich przepisach, których zbiory zgłębiam ostatnio z nieukrywanym entuzjazmem. Ciasteczek niestety nie udało mi się przecisnąć przez szprycę, tak jak było zalecone w książce, ale być może to dlatego, że swoje przygotowałam w wersji bezglutenowej? Pomimo tego smak mnie nie zawiódł. Nie da się ukryć, że ciastka należą do bardzo słodkich, ale nie można im przy tym odmówić niesamowicie bogatego, maślano-cytrusowego smaku i aromatu. W czasie pieczenia nadmiar masła wytapia się na blaszkę i karmelizuje z cukrem, tworząc dodatkową, słodką skorupkę na spodzie każdego ciasteczka. To wymarzona przekąska do dobrej, gorzkiej herbaty.



Składniki:
  • 1 szklanka (140 g) drobnej kaszki kukurydzianej
  • 3/4 szklanki mąki pszennej - najlepiej typ 00 (bezglutenowcy: 70 g skrobi ziemniaczanej, 50 g mąki gryczanej + dodatkowa mąka do podsypywania)
  • 155 g masła
  • 3/4 szklanki (150 g) cukru
  • 2 duże żółtka
  • 2 łyżeczki ekstraktu waniliowego
  • skórka otarta z 1 cytryny
  • szczypta soli

W dużej misce wymieszać kaszkę kukurydzianą z mąką, dodać masło pokrojone na kawałki i rozcierać do momentu uzyskania konsystencji "mokrego piasku". Dodać cukier, żołtka, ekstrakt, skórkę z cytryny i sól. Ciasto przełożyć na blat i wyrabiać przez 1-2 minuty. Powinno być wilgotne i klejące.

Porcje ciasta przekładać do szprycy/maszynki do ciastek i wyciskać proste, podłużne kształty na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Alternatywnie dłońmi oprószonymi mąką formować nieduże kuleczki ciasta (wielkości ok. 1 łyżeczki) i rozpłaszczać je lekko na papierze do pieczenia.

Piec w temperaturze 180 C przez ok. 7 minut, zależnie od grubości ciastek, aż do zarumienienia ich brzegów. Jeśli ciasteczka za bardzo się rozpływają - wmieszać do ciasta na kolejną partię trochę więcej mąki. Po wyjęciu z piekarnika ciasteczka studzić przez jakiś czas na blasze, przedwcześnie zdejmując, można je połamać. Ciasteczka można przechowywać w szczelnie zamkniętym pojemniku do kilku tygodni. 


Smacznego!

Maślane ciasteczka cytrynowe z kaszki kukurydzianej

Źródło przepisu (z moimi modyfikacjami): "Dolci: Italy's Sweets", Francine Segan

Torta Paradiso - włoskie ciasto cytrynowe

Włoskie ciasto cytrynowe Torta Paradiso

Ostatnia wizyta w Bolonii utwierdziła mnie w przekonaniu, że Włochy nie są krajem, który da się zwiedzać z pustym brzuchem. Chociaż nie planowaliśmy szczególnie "turystyki jedzeniowej" (poza oczywistą chęcią spróbowania prawdziwej pizzy), to wiadomo, jak się wszystko skończyło ;) To było kilka dni deszczowej, włoskiej jesieni (to tak na pocieszenie dla tych, którym marzy się teraz taka mała włoska wyprawa), obserwacji miasta i życia mieszkańców spod cienia wszechobecnych arkad i odkrywania miejscowych knajpek. Przez ten czas ani razu nie udało mi się naprawdę dobrze zgłodnieć, bo gdzie nie postawić nogi, tam jest co próbować. Na swoje szczęście, to, czego nie udało się już pomieścić w żołądku, przywiozłam z podróży w książce, w formie przepisów :) Lubię praktyczne pamiątki, więc zbiór włoskich przepisów na słodkości, w dodatku opublikowany po angielsku wydał mi się wręcz idealny. W książce niewiele jest zdjęć, ale kiedy zaczęłam wpisywać w wyszukiwarkę oryginalne nazwy deserów, dołączone do każdego przepisu, przekonałam się, że autorka naprawdę serio podeszła do zbierania tradycyjnych receptur. Może nie powinnam się temu dziwić, gdyż Francine Segan jest historykiem żywności - swoją drogą nie wiem, czy w języku polskim w ogóle ukuto określenie dla tej specjalizacji ;) Skoro więc udowodniłam sobie, że mam w ręku kawałek czyjejś rzetelnej pracy i poświęcenia, z jeszcze większą przyjemnością zabrałam się do próbowania przepisów. Francine pisze o tym cieście, że jest takie, jak jego nazwa - smakuje niebiańsko. Myślę, że mogę się z tym jak najbardziej zgodzić (a jedynymi niezadowolonymi mogą tu być chyba tylko osoby nieznoszące cytrusów). Torta Paradiso pochodzi z Lombardii, ale podobno znane jest w całych północnych Włoszech. Wielu mieszkańców tych rejonów wspomina je bardzo sentymentalnie, jako ciasto pieczone przez mamę, przed ich powrotem ze szkoły. Jedyne zmiany jakie wprowadziłam w tym klasycznym przepisie, to przerobienie na wersję bezglutenową.



Składniki (na tortownicę o śr. 24 cm):
  • 170 g masła w temperaturze pokojowej
  • 85 g mąki pszennej typ 00 (bezglutenowcy: 85 g mąki owsianej bg lub innej)
  • 6 żółtek
  • 2 białka
  • 330 g cukru (u mnie 280 g)
  • 140 g skrobi ziemniaczanej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia 
  • 1 cytryna - otarta skórka i wyciśnięty sok
  • cukier puder do podania


Tortownicę wysmarować masłem i obsypać mąką. W misce ubijać mikserem żółtka z 180 g cukru, aż do uzyskania jasnej, puszystej masy. Odłożyć na bok. W oddzielnej misie utrzeć miękkie masło z pozostałym cukrem, żeby uzyskać jasną, lekką masę. Wmiksować ubite wcześniej żółtka, przesianą mąkę i skrobię ziemniaczaną, proszek do pieczenia, skórkę i sok z cytryny, do połączenia wszystkich składników. Na koniec ubić białka i delikatnie wmieszać do ciasta łyżką. Przelać do przygotowanej tortownicy i wyrównać powierzchnię. Piec w temperaturze 180 ºC przez ok. 50 minut, albo do momentu kiedy wykałaczka wbita w środek ciasta, wychodzi czyta i nieoblepiona surowym ciastem. Jeżeli ciasto zacznie zbyt szybko brązowieć, można podczas pieczenia nakryć je z wierzchu folią aluminiową. Wyjąć z piekarnika i studzić na klatce. Przed podaniem oprószyć cukrem pudrem. Ciasto dobrze zachowuje wilgoć i smakuje równie dobrze kolejnego dnia po upieczeniu.



Smacznego!

Wilgotne ciasto cytrynowe bez glutenu

Bezglutenowe ciasto cytrynowe Torta Paradiso

Włoskie ciasto cytrynowe wilgotne i bez glutenu

Źródło przepisu (z moimi modyfikacjami): "Dolci: Italy's Sweets", Francine Segan

Drożdżówki z serem

Domowe drożdżówki z serem

Nowy przepis dla tych, którzy podobnie jak ja, lubią w wolnych chwilach urządzać małą piekarnię we własnym domu ;) Co jakiś czas oprócz bułek, piekę też drożdżówki - a to jeden z najlepszych przepisów, jakie wypróbowałam. Nieprzekombinowany, z ogólnodostępnych składników, typowo polski. Wystarczy tylko trochę cierpliwości, żeby upiec swoje własne, klasyczne bułeczki z serem. Nadzienie można doprawić według uznania, u nas często pojawiają się drożdżówki z kardamonem i skórką pomarańczową. Chyba nie muszę podkreślać, że nie można ich nawet porównać ze sklepową masówką...?




Składniki (na 8 drożdżówek/ jedną blachę):

Ciasto:
  • 280 g mąki pszennej
  • 10 g świeżych drożdży (lub 1/2 łyżeczki drożdży instant)
  • 20 g cukru
  • 1 jajko
  • 25 g masła lub 1/4 szklanki oleju
  • 1/2 szklanki mleka
  • szczypta soli
  • opcjonalnie- jajko do posmarowania ciasta

Nadzienie:
  • 250 g twarogu z wiaderka (lub zmielonego trzykrotnie twarogu w kostce)
  • 1 żółtko
  • 2 łyżki cukru pudru (lub miodu)
  • 2 łyżeczki cukru z wanilią
  • opcjonalnie- skórka otarta z połowy pomarańczy/ szczypta kardamonu i cynamonu


Jeśli pracujemy ze świeżymi drożdżami, najpierw przygotować rozczyn. Drożdże wkruszyć do miski, dodać trochę cukru i mleka (w temperaturze pokojowej), wymieszać. Pozostawić na kilkanaście minut w ciepłym miejscu pod przykryciem, aż drożdże zaczną pracować (na powierzchni pojawią się pęcherzyki).

Do dużej misy przesiać mąkę. Masło rozpuścić w rondelku, na małym ogniu. Wymieszać z pozostałym mlekiem, cukrem i szczyptą soli. Do lekko ciepłej mieszanki wbić jajko i dokładnie wymieszać. Do misy z mąką wlać rozczyn (lub wsypać suche drożdże) i stopniowo dodając płynne składniki, wyrabiać ciasto. Można to robić ręcznie lub mikserem z końcówkami-hakami. Kiedy ciasto stanie się sprężyste i zacznie odchodzić od dłoni podczas wyrabiania, uformować z niego kulę i włożyć do miski. Nakryć ściereczką i pozostawić w cieple do podwojenia objętości (ok. 1-1,5 h).

W tym czasie zmiksować wszystkie składniki na nadzienie.

Wyrośnięte ciasto krótko wyrobić i uformować z niego okrągłe bułki, odkładać na blachę wyłożoną papierem do pieczenia. Pamiętać o zachowaniu jak największych odstępów, ponieważ ciasto mocno wyrasta - na blasze zmieści się maksymalnie 8 drożdżówek. Nakryć ściereczką i pozostawić w cieple, do ponownego wyrośnięcia (ok. 30 minut). Dociskając mocno dno szklanki w środek każdej bułeczki, zrobić wgłębienia na nadzienie. Włożyć do nich ser, a brzegi z ciasta posmarować roztrzepanym jajkiem.

Drożdżówki piec w temperaturze 200 ºC, przez ok. 15-20 minut, aż ciasto się ładnie przyrumieni. Studzić na kratce i podawać.



Smacznego!

Klasyczne bułeczki z serem

Drożdżówki z białym serem

Kołaczyki z serem

Bułeczki drożdżowe z białym serem

Źródło przepisu (z moimi małymi modyfikacjami): http://pracowniawypiekow.blogspot.com

Zielona babka drożdżowa - parzona

Zieloona babka drożdżowa zaparzana

Wiem, z zewnątrz wygląda zupełnie tak, jak typowa babka drożdżowa na zaparzanym cieście. Puszysta, dziurkowana, mocno przyrumieniona dzięki dużej zawartości masła (i u mnie - chyba już tradycyjnie, mocno wyrośnięta ponad formę ;). Planowałam taką upiec, od kiedy przeczytałam, że babki parzone są wilgotne i dzięki temu dużo dłużej zachowują świeżość, co bywa często problematyczne w drożdżowych wypiekach. Chyba każdy wolałby sięgać po kawałek wielkanocnej babki z przyjemnością, nie obawiając się, że po kilku godzinach od ukrojenia, zacznie już mocno obsychać. Z drugiej strony, w tym roku chciałam upiec też babkę... zieloną. Ze zmiksowanym szpinakiem, który sprawiłby, że miąższ nabrałby cudnej, "trawiastej" barwy. Czasu (i konsumentów) na dwie duże babki wielkanocne raczej bym nie znalazła, więc zaryzykowałam i dwa projekty połączyłam w jedno. I tak właśnie wygląda babka z drożdżowego ciasta parzonego, zabarwiona świeżym szpinakiem :) Skórka tradycyjna, przypieczona, nie wzbudzająca podejrzeń, za to wnętrze wyraźnie jasnozielone, tak jak sobie wymarzyłam. Co do smaku... nawet nie sądziłam, że moja eksperymentalna babka może być aż tak dobra! Faktycznie wilgotna, chociaż przez to, że jest też bardzo puszysta, zdjęcia nie są w stanie tego oddać. Smakuje mi bez żadnych polew i dodatków - dobre, wilgotne ciasto drożdżowe naprawdę potrafi zachwycić w swojej najprostszej formie :)



Notka: babkę piekłam w formie z kominem o pojemności ok. 1,5 l, ale najlepiej jest użyć większej.



  • Składniki (na jedną, dużą babkę):
  • 400 g mąki pszennej
  • 125 ml mleka
  • 100 g świeżego szpinaku
  • 30 g drożdży świeżych
  • 4 żółtka
  • 100 g cukru
  • 70 g masła
  • szczypta soli


Szpinak umyć i lekko osuszyć. Do wysokiego naczynia wlać 60 ml mleka, wrzucić część szpinaku i blendować do powstania gładkiej mieszanki. Stopniowo dodawać coraz więcej liści, aż do uzyskania gładkiej pasty. 

Pozostałe mleko zagotować i zalać nim 100 g mąki pszennej, energicznie rozcierając łyżką lub używając miksera - ważne, żeby rozbić ewentualne grudki. Tak powstałe zaparzone ciasto odstawić do wystygnięcia (będzie bardzo gęste, tak ma być).

Przygotować rozczyn. Do misy wkruszyć drożdże, zasypać łyżką cukru i rozetrzeć. Wrzucić do nich wystudzone, lekko ciepłe zaparzone ciasto, dodawać stopniowo 100 g mąki, na zmianę z połową szpinakowej pasty, cały czas miksując. Po uzyskaniu gładkiego ciasta, miskę nakryć ściereczką i pozostawić w ciepłym miejscu. Dobrze wyrośnięty rozczyn powinien podwoić objętość, zajmie to ok. 30 minut.

Masło rozpuścić w garnuszku i odstawić do wystygnięcia.W misce dokładnie ubić żółtka z cukrem na puszystą, jasną masę. Do rozczynu dodawać partiami ubite żółtka, resztę szpinaku, mąki i szczyptę soli. Wyrabiać mikserem z końcówkami - hakami lub ręcznie. Ciasto nawet po wyrobieniu będzie nadal klejące i dosyć luźne, nie dosypywać więcej mąki. Na koniec ciasto ponownie wyrobić, dodając stopniowo lekko ciepłe, płynne masło. Natłuszczonymi dłońmi przenieść je do natłuszczonej i obsypanej mąką/bułką tartą formy. Wyrównać je, przykryć ściereczką i odstawić do ponownego wyrastania, na ok. 1 h.

Piec w temperaturze 180 C, przez ok. 40-45 minut. Przed wyjęciem sprawdzić suchym patyczkiem, czy babka dopiekła się wewnątrz. Wystudzić w formie, dopiero później można wyjąć babkę. Udekorować wedle uznania.



Smacznego!

Wielkanocna babka parzona

Zielona babka drożdżowa zaparzana

Zielona babka wielkanocna ze szpinakiem drożdżowa